Gdy Adrian Sikora trafił do Realu Murcia, miał wraz z nim walczyć o awans do Primera Division i rozwijać się piłkarsko. Choć Sikorze w Hiszpanii żyje się teraz bardzo komfortowo, to jednak na boisku pojawia się tylko okazjonalnie. Stąd też pytanie: czy warto było?
Adrian Sikora to na pewno znany sympatykom polskiej piłki zawodnik, który swoją karierę rozpoczynał w Czantorii Nierodzim. Ten filigranowy piłkarz mierzący 170 cm od początku swojej kariery imponował szybkością, zmysłem na boisku i nienagannym wyszkoleniem technicznym. W 2003 roku trafił z Górnika Zabrze do Groclinu Grodzisk Dyskobolia. W swych pierwszych sezonach pobytu w Wielkopolsce był zawodnikiem rezerwowym, który jednak potrafił wejść i strzelić bramkę. Nie zdziwiło nikogo więc, gdy w 2006 roku Sikora stał się podstawowym piłkarzem Grodziska, trafiając regularnie do siatki rywala. Bardzo dobra postawa Polaka doprowadziła do tego, że kibice zaczęli domagać się powołania Sikory do reprezentacji. W kadrze narodowej zadebiutował, jednak nie znalazł w niej miejsca dla siebie na stałe. Nowy klub miał sprawić, że zdoła przekonać do siebie Leo Beenhakkera. Po 154 meczach w polskiej Ekstraklasie, w których to zdobył 56 bramek, zdecydował się opuścić naszą ligę.
Witaj Hiszpanio!

W czerwcu ubiegłego roku Sikora trafił do hiszpańskiej Murcii na zasadzie wolnego transferu, podpisując dwuletni kontrakt. Wcześniej jednak w polskich mediach pojawiły się informacje, jakoby w razie podpisania nowej umowy z mającym wtedy grać we Wrocławiu (fuzja ze Śląskiem) Groclinem, Sikora zarabiałby 400 tysięcy euro, co byłoby największą gażą w polskiej Ekstraklasie. Oferty Zbigniewa Drzymały piłkarz jednak nie przyjął, przenosząc się do drugoligowej Murcii, która spadła w poprzednim sezonie z Primera Division. Co ciekawe, Hiszpanie początkowo z Polski chcieli ściągnąć innego napastnika, Pawła Brożka z Wisły Kraków, ostatecznie jednak kwota 3 mln euro, jaką musieliby wyłożyć za bramkostrzelnego snajpera, przesądziła o podpisaniu kontraktu z byłym piłkarzem Groclinu. Wcześniej Sikorą był zainteresowany też niemiecki Hannover 96, ale na zainteresowaniu się skończyło.
Do Murcii Sikora przychodził z nastawieniem, że pogra tam jeden rok, a w razie gdy nie uda się zespołowi awansować do najwyższej ligi w Hiszpanii, zmieni klub. Początki przygody Polaka na Półwyspie Iberyjskim były całkiem udane, choć w pierwszych dwóch meczach sezonu klub Sikory nie zdobył ani jednego punktu, co było szokiem wśród piłkarzy Murcii, którzy otwarcie zapowiadali walkę o awans do Primera Divison. Po kilku kolejnych lepszych spotkaniach Sikora zdołał jednak przekonać do siebie trenera Javiera Clemente i wygrał rywalizację o miejsce w składzie z Urugwajczykiem Ivanem Alonso, tym samym, który w 2001 roku dotarł z Deportivo Alaves do pamiętnego finału Pucharu UEFA, w którym to Hiszpanie ulegli jednak Liverpoolowi 4:5. Wraz z Serbem Ranko Despotoviciem Polak tworzył w pierwszych meczach sezonu atak Realu.












