Inter Mediolan sensacyjnie poległ dziś na własnym stadionie ze Sieną. Gospodarze przeważali przez niemal całe spotkanie, ale nie potrafili wykorzystać żadnej ze stwarzanych sytuacji. Wręcz przeciwnie działało to w ekipie Sieny, która po zaledwie kilku akcjach ograła mediolańczyków 2:0.

Rozgrywany na San Siro mecz, w którym zdecydowanym faworytem byli gospodarze, zaczął się bardzo żwawo. Obie drużyny od początku starały się kreować akcje ofensywne, chociaż pierwszy, i to mocno chybiony, strzał padł dopiero w 6. minucie. Zdecydowanie bliżej od Guarina był za to cztery minuty później Cassano, którego świetną akcję zatrzymał jednak bramkarz gości. Po kilku minutach przerwy spowodowanej dwoma faulami z obu stron i jednej groźnej akcji Sieny w 18. minucie w strzale z dystansu swych szans upatrywał Sneijder, lecz Holender trafił prosto w Pegolo. Około 20. minuty spotkania „Nerazzurri” już na poważnie rzucili się na swych przeciwników, niemal bez przerwy przebywając w obrębie pola karnego gości. Najlepszą okazję miał w 26. minucie Cambiasso, którego świetny strzał z główki z szesnastego metra wybronił końcówkami palców Pegolo. Dwie minuty później gola mógł strzelić obrońca Interu, Ranocchia, ale gdyby Włoch trafił po dośrodkowaniu z rzutu rożnego z drugiego metra do bramki, mielibyśmy gola samobójczego. Ależ ochotę do gry wykazywał dziś Sneijder! Holenderski pomocnik w 33. minucie znów potężnie uderzył w dystansu, tym razem już bramkarz gości musiał się naprawdę wykazać, broniąc ten strzał. Dwie minuty później kolejny raz w głównej roli wystąpił reprezentant Holandii. Tym razem jednak Sneijder się nie wykazał, bo będąc już w sytuacji sam na sam, zdecydował się podawać, zamiast wykończyć akcję. Do podania pomocnika nie zdążył Milito, stąd na San Siro wciąż mieliśmy bezbramkowy remis. I taki wynik utrzymał się do końca tej połowy, choć w ostatniej minucie wyśmienitą okazję miał Milito, jednak jego strzał z główki w efektownym stylu wybronił Pegolo.
Druga część spotkania była tak właściwie kontynuacją pierwszej, a więc widzieliśmy ciąg dalszy huraganowych ataków mediolańczyków na czele ze Sneijderem, który kolejną okazję miał w 48. minucie. Na posterunku znów był jednak po uderzeniu Holendra bramkarz gości. Siena odpowiedzieć zdołała tylko potężnym uderzeniem Rosiny, które przeszło nad bramką Handanovicia. Inter kolejną dogodną sytuację stworzył sobie dopiero dziesięć minut później, kiedy ze strzału głową nieznacznie pomylił się Milito. „Nerazzurri” cały czas przeważali, mieli znacznie więcej sytuacji do zdobycia bramki, ale wciąż nie potrafili zadać tego decydującego ciosu. 68. minuta i niezmienny scenariusz: Sneijder z dystansu i znów na posterunku Pegolo. A już pięć minut później byliśmy świadkami wielkiej niespodzianki! Druga tak odważna akcja Sieny w tej połowie wystarczyła, by goście objęli prowadzenie w tym spotkaniu, ucierając tym samym nosa swym jakże nieskutecznym przeciwnikom. Szybką akcję „Robur” pewnie wykończył w 73. minucie Vergassola. Gospodarze po stracie bramki nadal nie grali swego, nadal nie potrafili wziąć przykładu z zawodników Sieny i bezskutecznie przeprowadzali kolejne ataki. Na cztery minuty przed końcem pokazał się Coutinho, jednak i on nie potrafił pokonać pewnego dziś w bramce Sieny Pegolo. Aby jeszcze bardziej pogrążyć mediolańczyków, w doliczonym czasie gry Siena zdecydowała się na jeszcze jedną akcję i… zdobyła kolejną bramkę. Sestu, który niewiele wcześniej pojawił się na boisku, świetnie dograł do Valianiego, a ten drugiego metra z główki trafił do niemal pustej już bramki.











