Od czasów, kiedy włoskie kluby święciły triumfy w Lidze Mistrzów, minęło już kilka sezonów. A w świecie współczesnego futbolu to na dzień dzisiejszy całe wieki. Zwłaszcza biorąc pod uwagę inne zespoły.
Na początek kilka faktów. Cofnijmy się ponad dekadę wstecz. Od 2003 roku, kiedy fani włoskiej piłki nożnej mieli prawdziwą ucztę w postaci finału drużyn z Półwyspu Apenińskiego, zmieniło się wiele. Wtedy to jeszcze ekipy piłkarskie z ojczyzny spaghetti wyznaczały pewien standard w europejskiej piłce, a grające w owym finale zespoły Juventusu i AC Milan były silnymi drużynami o ugruntowanej pozycji. Widać to doskonale na przykładzie mediolańczyków, którzy to regularnie co dwa lata dochodzili do ostatniego spotkania. Rok 2005 to pamiętny finał Liverpool – Milan oraz dwa lata później rewanż. Kolejne dwie edycje to dominacja Anglików oraz Hiszpanów. Najpierw oglądaliśmy uwieńczenie europejskich starć w wydaniu wyspiarskim, gdzie Manchester United, jeszcze pod wodzą Alexa Fergusona, zwyciężył z coraz lepiej sobie radzącą na starym kontynencie Chelsea. Rok później „Czerwone Diabły” uległy w meczu finałowym kapitalnie dysponowanej Barcelonie. Mecz odbywał się na stadionie olimpijskim w Rzymie, co zapewne było marną pociechą dla sympatyków futbolu ze słonecznej Italii.
Następny finał rozgrywek to rok 2010, w którym mieliśmy okazję ostatni raz widzieć triumfującą w Champions League ekipę reprezentującą Serie A. W decydującym meczu spotkały się jedenastki Interu Mediolan z Bayernem Monachium. Bawarczycy ulegli „Nerazzurrim” 0:2. Przez kolejne lata Włosi radzili sobie poniżej oczekiwań. Począwszy od sezonu 2010/2011, kiedy to w ćwierćfinale Inter Mediolan pożegnał się z rozgrywkami, poprzez sezon 2011/2012, w którym AC Milan odpadł po dwumeczu z FC Barceloną na tym samym etapie rozgrywek oraz sezon 2012/2013, który to Juventus zakończył również w 1/4, ulegając niemieckiemu Bayernowi Monachium. A skończywszy na przełomie lat 2013/2014, gdzie w fatalnym stylu AC Milan zakończył swoją przygodę z LM po przegranym dwumeczu z Atletico Madryt.
Patrząc na obecną odsłonę Ligi Mistrzów (sezon 2014/2015), widzimy, że z włoskich drużyn w grze pozostaje już tylko Juventus Turyn. Mistrzowie Włoch z poprzedniego sezonu zakończyli rywalizację grupową na drugim miejscu, ustępując świetnie grającej jedenastce Atletico. Druga ekipa reprezentująca Serie A, AS Roma, zakończyła rywalizacje w LM. Drużyna z wiecznego miasta radziła sobie na tym etapie rozgrywek przeciętnie i zapewne szybko o swojej „przygodzie” z tą edycją Champions League będzie chciała zapomnieć. Wracając do „Starej Damy”, która wciąż broni honoru rodzimej ligi, zmierzy się ona z Borussią Dortmund. Patrząc na dyspozycję obu drużyn w krajowych rozgrywkach, przewaga wydaje się by po stronie Włochów. Dwumecz pokaże, czy„Juve” podtrzyma niechlubną tradycję ostatnich lat i zakończy rywalizację na tym właśnie etapie, czy też, niesiony dobrze dysponowanym Carlosem Tevezem, przełamie te niefortunne statystyki.
Trzeba też skonfrontować Serie A z pozostałymi europejskimi ligami, których drużyny święciły triumfy w ostatnich latach rozgrywek LM. A w grę wchodzą trzy, chyba najmocniejsze obecnie europejskie ligi. W Primera Division rywalizacja o krajowe trofea wygląda do samego końca ekscytująco ze względu na równy poziom drużyn z czołówki tabeli. Podobnie w Anglii, gdzie pretendentów do tytułu jest sporo. Innymi prawami rządzi się niemiecka liga, w której widać sporą dysproporcję pomiędzy „bawarskim taranem”, jedenastką Bayernu Monachium, a pozostałymi drużynami. Patrząc na zestawienie takich gigantów, jak: Real Madryt, FC Barcelona, Chelsea czy wyżej wspomniani Bawarczycy, kolektywy reprezentujące górną część włoskiej tabeli wypadają zwyczajnie słabo. Pomijając „Bianconerich”, którzy wciąż toczą boje na europejskich stadionach, spójrzmy, jak prezentuje się top Serie A.











