W meczu kończącym 6. kolejkę włoskiej Serie A, będąca na fali wznoszącej drużyna Milanu nie podtrzymała dobrej passy remisując bezbramkowo z outsiderem ligi, Cagliari Calcio. Dla grających u siebie Sardyńczyków był to dopiero pierwszy punkt zdobyty na ligowym froncie. Kto by przypuszczał, że popularni „Rossonerri” po wyjściu z kryzysu doświadczą kolejnego rozczarowania, bo tak niewątpliwie trzeba nazwać remis z ostatnim zespołem w lidze. W tabeli Milan zajmuje dopiero ósme miejsce tracąc do prowadzących ekip (Lazio, Udinese i Interu) trzy oczka. Cagliari wciąż okupuje ostatnią pozycję.
Po ostatniej serii zwycięstw, m.in. w derbach Mediolanu i pucharze UEFA podopieczni, Carla Ancelottiego jechali na południe Włoch w roli zdecydowanego faworyta. Tym bardziej, jeśli za przeciwnika mieli zespół, który notorycznie przegrywał na każdym polu. Drużyna Cagliari, bo o niej mowa, za wszelką cenę chciała wynagrodzić kibicom katastrofalny początek sezonu. Zadanie miała niezwykle trudne, bo Milan w opinii fachowców wrócił do gry w walce o Scudetto.
Mecz rozpoczął się punktualnie o godz. 20.30. Początek spotkania zaczął się od bardzo śmiałych ataków gospodarzy, którzy jednak grzeszyli nieskutecznością. Dość powiedzieć, że Milaniści pierwszą klarowną sytuację do strzelenia bramki mieli dopiero w 13. minucie i nie była to bynajmniej przesłanka do konstruowania kolejnych akcji z ich strony.
Tymczasem piłkarze Cagliari z każdą minutą pozbywali się kompleksów, czego dowodem były brawurowe ataki Joaquina Larrivera. Jednak i jemu brakowało skuteczności. W końcówce obudzili się goście, a konkretniej defensywni pomocnicy – Ambrosini i Gattuso, których akcje czasami były bardziej efektywne od tych, jakie przeprowadzali Ronaldinho czy Kaka. To z całą pewnością nie był dzień Brazylijczyków, którzy chyba najbardziej zawiedli.
Po przerwie również nie zachwycali. Jednak to Milan częściej był przy piłce, ale w żaden sposób nie potrafił tego udokumentować. W rezultacie „Czerwono-czarni” odpuścili w końcówce, co mogło się dla nich skończyć tragicznie. Niesieni okrzykami swoich fanów gospodarze z impetem ruszyli na bramkę Abbiatiego, ale ich starania kończyły się zazwyczaj na świetnie dysponowanej obronie „Rossonerich”.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, który jednych cieszył, a drugich niepokoił, m.in. siedzącego na trybunach z grobową miną Adriano Gallianiego, dyrektora generalnego AC Milanu. Ten mały kryzys przyszedł paradoksalnie w najodpowiedniejszym momencie, bo włoska Serie A ponownie wystartuje dopiero za dwa tygodnie, bowiem w nadchodzący weekend zmagania w eliminacjach do mundialu wznowią reprezentacje narodowe.










