W niedzielne popołudnie rozegrano sześć spotkań w ramach dziesiątej kolejki włoskiej ekstraklasy. Dziś zadyszki dostał dotychczasowy lider rozgrywek, Udinese Calcio, który tylko zremisował na swoim boisku z rewelacyjną Genoą. Jeszcze gorzej wypadła Fiorentina. Podopieczni Cesare Prandelliego niespodziewanie ulegli w Toskanii tamtejszej Sienie 1:0. Na właściwe tory wraca natomiast Lazio. Rzymianie po małym kryzysie znów wygrali. Tym razem w pokonanym polu zostawili Catanię.
Zdecydowanie najciekawiej było w Udine, gdzie miejscowy zespół podejmował nieobliczalną Genoę – drużynę, która nie przegrała czterech kolejnych spotkań z rzędu. Udinese mogło się pochwalić jeszcze lepszą serią, i nic dziwnego, że popularni „Bianconeri” nie czuli większego respektu przed swoim rywalem. W obecnym sezonie na podopiecznych Pasquale’a Marino sposób znalazł tylko Juventus. Z kolei Genoa lubi zaskakiwać, zwłaszcza w pojedynkach z wyżej notowanymi przeciwnikami, o czym mógł się przekonać chociażby obrońca mistrzowskiego tytułu – Inter Mediolan. Mecz rozpoczął się jednak zgodnie z przewidywaniami, czyli od szybkich ataków gospodarzy. Zwieńczeniem tych zabiegów był gol z 4. minuty spotkania, strzelony z rzutu karnego, autorstwa Gaetana D’Agostina. Od tej pory to Genoa grała lepiej, stwarzając sobie coraz to lepsze sytuacje do strzelenia bramki. Jednak to gospodarze schodzili na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem.

W drugiej części Udinese zostało totalnie zepchnięte do defensywy i na efekty ze strony gości nie trzeba było długo czekać. W 64. minucie ofensywnie grający obrońca belgijski, Anthony Vanden Borre, został faulowany w polu karnym przez jednego z piłkarzy Udinese. Do jedenastki podszedł Argentyńczyk, Diego Milito, i się nie pomylił. Trzy minuty później Giuseppe Sculli strzelił na 2:1, doprowadzając do konsternacji cały stadion Friulli. Ta bramka podziałała na gospodarzy jak płachta na byka! Piłkarze lidera wreszcie zaczęli grać na miarę oczekiwań, a ich gra z każdą mijającą chwilą stawała się jeszcze lepsza. Swe apogeum osiągnęła z chwilą wejścia na boisko wielkiego duetu napastników – Di Natale i Quagliarelli. Dwanaście minut przed końcem spotkania drugi z wymienionych snajperów strzałem z pięciu metrów ustalił rezultat meczu na 2:2. Tym samym jeden i drugi zespół po raz enty nie zszedł z boiska jako pokonany.
Równie bardzo dobrą passą mogli się poszczycić futboliści ze Sieny, którzy w obecnych rozgrywkach jeszcze nie przegrali na swoim terenie. Dziś piłkarze z Toskanii także nie dali się pokonać, i to nie byle komu, bo faworyzowanej Fiorentinie. Klub z Florencji jakoś nie może sobie poradzić bez swojego najlepszego strzelca, Alberto Gilardino, który tydzień temu został zawieszony przez ligowe władze na dwa mecze karencji. W tę środę „Viola” bezbramkowo zremisowała z Interem. Dziś znowu bez swojego asa nie potrafiła strzelić nawet bramki, a sama poległa na wyjeździe ze Sieną 1:0. Trafienie na wagę trzech punktów zaliczył w 76. minucie Marokańczyk, Houssine Kharja. Taki wynik oznacza dla Fiorentiny wyraźny spadek na dopiero 8. miejsce w tabeli. Siena natomiast umocniła się na 12. pozycji.










