Piłkarze AC Milan przystępowali do szlagierowego starcia z Juventusem mając świadomość remisu lidera, Interu. Podopieczni Jose Mourinho nie dali rady ekipie Chievo Verona i ewentualna wygrana „Rossonerich” mogła nieco zachwiać ich pewność co do zdobycia tytułu.
Jednak początek spotkania wskazywał, że to wirtuozom „Starej Damy” bardziej zależało na trzech punktach, choć ich szanse na Scudetto są już praktycznie iluzoryczne. Gdyby w 10. minucie nieco celniej uderzył Camoranesi, gospodarze stanęliby przed koniecznością odrabiania strat.
Sytuacja była jednak o tyle ciekawa, że częściej przy piłce był Milan. Przypominało to, zachowując odpowiednie proporcje, starcie Chelsea z FC Barceloną. Wówczas Katalończycy również górowali w czasie posiadania futbolówki, jednak groźniejsze akcje przeprowadzali Anglicy. Mimo wszystko, w pierwszej odsłonie hitowego spotkania AC Milan – Juventus Turyn goli nie obejrzeliśmy.
Radość w serca sympatyków gospodarzy wlał po prawie godzinie gry Clarence Seedorf. Doświadczony Holender umieścił piłkę w siatce strzeżonej przez Buffona i tym samym rozpalił nadzieję Milanu na odrobienie strat do Interu.
Nadzieja jednak okazała się płonna. Po niespełna trzech minutach przyjezdni odpowiedzieli na cios Milanu. Po dokładnym podaniu Iaquinta znalazł się w sytuacji sam na sam z Kalacem i doprowadził do wyrównania. W końcówce spotkania, gdy kibice powoli przyzwyczajali się do myśli o remisie, drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał defensor gospodarzy, Favalli. Wówczas w oczy piłkarzy i kibiców Milanu zajrzało widmo porażki, jednak mimo liczebnej przewagi zawodnicy Juventusu nie byli w stanie przechylić szali na swoją korzyść.
Teoretycznie więc AC Milan ma jeszcze szanse na Scudetto. Jeśli jednak Inter odniesie w następnej kolejce zwycięstwo, wówczas nikt i nic nie odbierze im już upragnionego tytułu.










