Jubileuszowe, bo już 150. Derby della Madonina przyciągnęły na stadion dziesiątki tysięcy fanatyków mediolańskich gigantów oraz miliony sympatyków przed telewizory. Starcie dwóch ekip ze stolicy Lombardii porównywane jest z klasykami barcelońsko-madryckimi. Derby to wyjątkowe, gdyż biorą w nich udział drużyny dzielące nie tylko miasto, ale nawet stadion. Dziś piłkarskie święto lepiej wspominać będą herosi Interu.
Bilans ligowych derbów sprzed jubileuszowego starcia był korzystny dla gospodarzy, czyli piłkarzy Interu. Tryumfowali oni 53 razy, Milan wygrywał 47-krotnie, 49 razy padł wynik remisowy. Po dzisiejszym meczu gospodarze powiększyli swą przewagę, odnotowując 54. zwycięstwo.
Od samego początku piłkarze Interu przeważali. Już po niespełna 120. sekundach gola mógł zdobyć Zlatan Ibrahimovic, jednak nie zachował on zimnej krwi i w sytuacji sam na sam nie trafił do siatki.
Pierwsze pół godziny gry to regularna wymiana ciosów w środku pola, w której wyraźnie lepsi byli gospodarze. W odróżnieniu od gości, piłkarze Interu regularnie dochodzili pod pole karne rywali. Obie ekipy walczyły twardo, jednak z głębokim respektem dla siebie. Ataki gospodarzy obnażały braki w obronie Milanu. Po jednym z wielu podań w pole karne gola strzelił Adriano. Wydawało się, że dokonał tej sztuki głową, jednak powtórki ewidentnie wykazywały, że „pomógł” on sobie ręką. Sędzia jednak tego nie zauważył i, mimo protestów zawodników Milanu, gola uznał.
Już cztery minuty później szansę na wyrównanie miał Clarence Seedorf, jednak jego strzał zablokowali obrońcy Interu. Poza tym raz po raz z dobrej strony pokazywał się Alexandre Pato, który w pojedynkę niewiele mógł zdziałać.
Incydentalne przebłyski gości nie przeszkadzały piłkarzom Interu we frontalnych niemal atakach. Tylko niezłomna postawa Massimo Ambrosini’ego pozwalała zakusy gospodarzy nieco spowolnić. Niestety, w 43. minucie znów dała o sobie znać „dziurawa” linia obrony Mialnu. Zlatan Ibrahimovic bez problemu podał piłkę do niepilnowanego Dejana Stankovica, który silnym strzałem pokonał Abbiatti’ego.
Do przerwy obraz gry nie uległ zmianie. Co ciekawe, obydwie ekipy oddały po trzy strzały, jednak zupełnie nie odzwierciedla to przebiegu gry. Wciąż atakowali piłkarze Interu, a w szeregach gości aktywni byli Seedorf i Pato. Ten drugi miał spore problemy z młodziutkim Davide Santonem, który świetnie zastępował w tym meczu Maxwell’a.
Po przerwie ataki Interu nie ustawały. Najlepszy mecz w sezonie rozgrywał Adriano, któremu niewiele brakowało do zdobycia kolejnych bramek. Dużo w tym zasługi Abbiatti’ego, dzielnie broniącego kolejne strzały Brazylijczyka. Po stronie gości coraz śmielej poczynał sobie Pato, którego nieprzepisowo powstrzymał Walter Samuel, za co obejrzał Argentyńczyk żółtą kartkę.
Poczynania obrony Milanu były wręcz zaskakujące. Fatalnej grze linii defensywnej przewodził Kachaber Kaladze, przez którego goście dwukrotnie stawali w obliczu realnego zagrożenia utraty bramki. Obrońców mocno wspierał Ambrosini, który w 56. minucie był bliski otrzymania czerwonej kartki po faulu na Maicon’ie, czego zresztą domagał się Jose Mourinho. Jednak sędzia tylko upomniał zawodnika, a Zlatan Ibrahimovic zbyt nonszalancko podszedł do wykonania rzutu wolnego ze skraju pola karnego.










