W meczu kończącym 7. kolejkę włoskiej Serie A liderujący w tabeli Inter Mediolan upokorzył na wyjeździe AS Romę. Spotkanie, które przez wszystkich było anonsowane jako klasyk, przypominało bardziej mecz do jednej bramki. Nokautujący wynik, 0:4 na korzyść mistrza kraju, mówi sam za siebie. Będący w niemałym kryzysie zespół „Giallorossich” mimo uporczywych starań wypadł bardzo kiepsko na tle podopiecznych Jose Mourinho. Prowadzony przez portugalskiego szkoleniowca zespół samodzielnie zasiadł w fotelu lidera, ale jego przewaga nad pozostałymi ekipami wciąż jest niewielka.
Tym meczem przez ostatnie dni żyła cała Italia. Stracie aktualnego mistrza kraju i obecnego lidera rozgrywek, Interu Mediolan, z wicemistrzem, AS Romą, zapowiadało się naprawdę wspaniale! Dwie najlepsze ekipy poprzedniego sezonu, mające sobie wiele do udowodnienia, w zupełnie odmiennych nastrojach przystępowały do dzisiejszej konfrontacji. Stołeczni, którzy w poprzedniej kolejce sensacyjnie przegrali w Toskanii ze Sieną, dziś chcieli pokazać się z dobrej strony w meczu z wielkimi „Nerazzurri”. Hegemoni ostatnich lat, jeśli chodzi o włoskie rozgrywki ligowe; drużyna Interu tydzień temu uporała się z Bologną, odbijając sobie tym samym przykrą porażkę w derbach Mediolanu.
Spotkanie rozpoczęło się od ataków gospodarzy, którzy w pierwszych minutach nieco zepchnęli faworyzowanych gości do defensywy. Zapały Romy nie trwały jednak długo, bo już w piątej minucie meczu mediolańczycy objęli prowadzenie. Świetne podanie Ivana Cordoby zamienił na bramkę niezawodny Zlatan Ibrahimović, który z dość trudnej pozycji pokonał Doniego. W kolejnych minutach Inter tylko powiększał swoją przewagę nad bezradną ekipą Luciano Spallettiego. Strzały m.in. Maicona, Quaresmy i Muntariego były niejako prognostykiem kolejnych zakusów mistrza kraju. Rzymianie jednak też mieli swoje okazje, ale wynikały one bardziej z nonszalancji pewnych siebie „Nerazzurrich” niż ich dobrej gry. Szanse na wyrównanie jeszcze przed przerwą mieli Totti i Vucinić, ale oddawane przez nich strzały nie były na tyle groźne, by mogły zaszkodzić bramkarzowi gości, Juliowi Cesarowi.
Druga część spotkania miała niemal ten sam przebieg, co pierwsza. Początek znów należał do nieobliczalnego Ibrahimovicia, który pod nieobecność zawieszonych za kartki Mexesa i Panucciego robił, co chciał, z obrońcami gospodarzy. Szwedzki napastnik udokumentował swą fenomenalną grę dwie minuty po rozpoczęciu drugiej połowy. Wynik 0:2 dla gości brzmiał jak wyrok, ale to nie był koniec! W 54. minucie Dejan Stanković ponownie doprowadził do łez sympatyków Romy, podwyższając stan rywalizacji na 0:3. Czarę goryczy przelał 120 sekund później Victor Nsofor Obinna, strzelając czwartą bramkę dla „Czarno-niebieskich”. Rzymianie jednak się nie poddawali i dążyli przynajmniej do strzelenia honorowej bramki. Od 60. minuty role zupełnie się odmieniły – tym razem to Roma napierała na bramkę Interu, ale bezskutecznie.
Notabene to właśnie skuteczność odgrywała w tej konfrontacji największą rolę, bowiem więcej strzałów oddali „Giallorossi”. Ale cóż z tego, skoro to gracze z północnych Włoch strzelali bramki? W rezultacie AS Roma przegrała z Interem Mediolan 0:4, pogłębiając swój kryzys, który może się jeszcze powiększyć. Za trzy dni podopieczni Spallettiego jadą na Stamford Bridge, by zmierzyć się z londyńską Chelsea w ramach rozgrywek Ligi Mistrzów, a już za tydzień czeka ich bardzo trudny mecz wyjazdowy z wiceliderem Serie A – Udinese Calcio. Natomiast przeciwnikami Interu w kolejnych dniach będą m.in. Anorthosis Famagusta i FC Genoa.










