Za nami kolejne starcia włoskiej Serie A. Doszło w nich do kilku sensacji. Drużyny z czuba tabeli, Udinese i Palermo, przegrały swoje starcia. Co ciekawe, obie uległy o wiele niżej notowanym rywalom.
Catania – Palermo 4:0
Od samego początku spotkanie w Katanii pełne było twardych i ostrych zagrań. W ciągu pierwszego kwadransa lekarze Palermo dwukrotnie musieli interweniować, gdy na boisku leżeli Pinilla i Balzaretti. Dopiero po 22 minutach kibice byli świadkami pierwszej akcji ofensywnej. Hernandez chybił, a uderzający 120 sekund później Nocerino został zablokowany. Catania odpowiedziała okazją Ricchiutiego. Chwilę później próbował Lodi, lecz oddanie celnego strzału uniemożliwili mu rywale, blokując go. To wszystko, na co stać było graczy obu drużyn przed przerwą. Druga połowa rozpoczęła się w sposób wymarzony dla gospodarzy. Po 180 sekundach gry objęli prowadzenie po samobójczej bramce Balzarettiego. Goście chcieli wyrównać, lecz paręnaście minut później ponownie zostali skarceni. Po kwadransie tej części na 2:0 podwyższył Bergessio. Gdy trzeciego gola dołożył Ledemsa, stało się jasno, że Catania tego meczu nie przegra. Nie był to jednak koniec pogromu teamu z Sycylii. W 77. minucie wynik spotkania ustalił Pesce. Catania w pełni kontrolowała mecz, nie dając pograć przeciwnikom i w pełni zasłużenie wygrała 4:0.
Cesena – Fiorentina 2:2

Choć faworytem spotkania była Fiorentina, gracze Ceseny nie zamierzali być chłopcami do bicia. Od początku stawiali twardy opór bardziej utytułowanym rywalom, a po kwadransie gry zaczęli przeważać. Ich dobra gra się opłaciła i już w 18. minucie wyszli na prowadzenie. Artur Boruc skapitulował po uderzeniu Luisa Jimeneza. W ciągu kilku minut gospodarze mogli prowadzić wyżej, lecz na miarę oczekiwań spisywała się defensywa przyjezdnych. Z czasem do głosu zaczęła dochodzić Fiorentina. Po pół godzinie znakomitą okazję zmarnował Vargas. Pięć minut później „Viola” wyrównała, a z trafienia cieszył się Gilardino. Niedługo potem powinno być 2:1, lecz znowu spudłował Vargas. W końcówce pierwszej części próbował jeszcze Paqual, ale wyniku nie zmienił. Pierwsze minuty drugiej połowy zwiastowały niezwykłe emocje. Obie drużyny rozpoczęły od wzajemnego bombardowania się kolejnymi sytuacjami. Bardzo blisko w 47. minucie był Natali, który trafił w poprzeczkę. Jednak im dłużej trwała ta część, tym większą przewagę zyskiwali gospodarze. Na swoje nieszczęście niemiłosiernie pudłowali. Fiorentina broniła się i czekała na swoją okazję. Ta przyszła po ponad kwadransie drugiej połowy, a wykorzystał ją Montolivo. Po objęciu prowadzenia Fiorentina starała się kontrolować grę. Nie ustrzegła się jednak błędu. Na 240 sekund przed końcem wykorzystał go Ceserta i doprowadził do wyrównania.












