Do prawdziwej sensacji doszło w meczu 1/16 Pucharu Polski pomiędzy Olimpią Grudziądz i Lechem Poznań. Zespół Mariusza Rumaka okazał się słabszy od pierwszoligowca i po porażce 1:2 zakończył przygodę z Pucharem Polski.
W pierwszych minutach lepiej prezentował się Lech, ale wystarczyła chwila dekoncentracji, by na tablicy świetlnej pojawił się niekorzystny wynik dla poznaniaków. Bolesny cios zadał Adam Cieśliński, ale na uwagę zasługuje nie tylko fakt, że gol padł, ale też fakt, w jaki sposób się to stało. Cieśliński wykorzystał błąd Wołąkiewicza i wykończył dośrodkowanie Frańczaka kapitalną przewrotką. Po tym golu na pewno na stadion Olimpii przyjdzie kilku kibiców więcej.

Było oczywiste, że po stracie gola Lech przejmie inicjatywę, i tak też się stało. „Kolejorz” stworzył sobie kilka dogodnych sytuacji, lecz celowniki poznańskich snajperów były mocno rozregulowane. Ofensywna postawa Lecha dawała szansę na kontrataki i w końcówce pierwszej połowy o mały włos jedna z takich kontr nie przyniosła bramki. Bliski zdobycia gola był Gawęcki, lecz Krzysztof Kotorowski zachował czujność i wyszedł z opresji obronną ręka. Chwilę później koncentracja „Kotora” została poddana kolejnej próbie i znów był to egzamin zaliczony na piątkę przez bramkarza Lecha.
W drugiej połowie zespół z Poznania pokazał, że tego dnia jest zupełnie nieprzygotowany do rywalizacji choćby z przeciętnym I-ligowcem. Wystarczyło kilka minut, by Olimpia stworzyła sobie dwie doskonałe sytuacje. Najpierw pokazał się Grischok, który pomylił się o centymetr, gdyż piłka po jego uderzeniu wylądowała na poprzeczce. Potem fatalny błąd popełnił Możdżeń, lecz na szczęście dla lechitów wspomniany Grischok nie zdołał dokładnie dośrodkować. Na dziesięć minut przed końcem Lech nie tylko wyczerpał limit szczęścia, ale chyba nawet go przekroczył. Najpierw Ruszkul, a następnie Kłus mieli wyśmienite sytuacje na rozstrzygnięcie losów meczu, ale obaj zaprzepaścili swoje szanse. Los musiał się za to zemścić i zrobił to już trzy minuty później. Dwójkowa akcja Lovrencsicsa i Trałki zakończyła się celnym strzałem tego ostatniego i na stadionie w Grudziądzu zapachniało dogrywką.
W doliczonym czasie gry wszyscy się spodziewali, że Lech dopełni formalności. Wystarczyło jednak zaledwie siedem minut, by fani zostali wyprowadzeni z błędu przez Marcina Woźniaka. Indywidualna akcja defensora z Grudziądza przyniosła bramkę, która była przedniej urody. Wściekłość piłkarzy Lecha sięgnęła zenitu, ale zamiast pomóc w dążeniu do zdobycia gola, zupełnie ich sparaliżowała. Nie pomogła nawet czerwona kartka dla Woźniaka w 102. minucie. Lech przegrał i trzeba przyznać, że nie zasłużył na nic więcej, mało tego, nie zasłużył nawet na dogrywkę. Olimpia Grudziądz zwaliła faworyta z nóg, a ten tylko patrzył z dołu na swojego oprawcę, jakby chciał powiedzieć: już wystarczy. Oby w ekstraklasie poznaniacy pokazali zupełnie inne oblicze.











