W pierwszym niedzielnym spotkaniu angielskiej Premier League Chelsea Londyn pokonała Wigan Athletic 2:0. Bramki dla „The Blues” zdobywali Branislav Ivanović i Frank Lampard z rzutu karnego. Wydatny udział przy obu trafieniach zaliczył nowy nabytek londyńskiego klubu Eden Hazard, który najpierw bezpośrednio asystował przy golu Serba, a chwilę później wywalczył „jedenastkę”, wykorzystaną przez reprezentanta Anglii.
Najważniejsze wydarzenia meczu miały miejsce w pierwszych sześciu minutach. Już dwa premierowe ataki podopiecznych Roberto Di Matteo przyniosły im dwie bramki. Najpierw w drugiej minucie Eden Hazard kapitalnym przyjęciem zgubił pilnującego go Ivana Ramisa i świetnie dograł do wbiegającego z linii obrony Branislava Ivanovicia. Zupełnie niepilnowany Serb dość ociężale wbiegał w pole karne i gdy już wydawało się, że goniący go Figueroa uniemożliwi mu oddanie strzału, prawy defensor Chelsea huknął w krótki róg bramki Aliego Al-Habsiego. Golkiper „The Latics” spodziewał się uderzenia wzdłuż niej i zupełnie zaskoczony decyzją Ivanovicia nie zdążył odpowiednio zareagować. Szybkie prowadzenie nie zadowoliło „The Blues”. Już po chwili w pole karne wpadł Hazard, który łatwo ograł Figueroę, a asekurujący kolegę Ramis ponownie nie zdołał powstrzymać Belga. Tym razem, w przeciwieństwie do sytuacji przy pierwszej bramce, postanowił zdecydowanie zaatakować 21-letniego piłkarza Chelsea, niestety dla niego okazało się, że Hazard jest zbyt szybki i Hiszpan ściął uciekającego skrzydłowego, a prowadzący spotkanie sędzia Micheal Jones nie miał wyboru – rzut karny. Pewnym egzekutorem „jedenastki” okazał się Frank Lampard.

Od tego momentu Chelsea schowała się za podwójną gardą, zupełnie oddając inicjatywę gospodarzom. Jedynym zawodnikiem formacji ofensywnej, który przejawiał jakąkolwiek ochotę do gry, był bohater dwóch pierwszych akcji meczu, Eden Hazard. Belg raz po raz oszukiwał piłkarzy „The Latics”. Ci natomiast przy każdej okazji próbowali pokazać młodemu piłkarzowi, że na Wyspach gra się bardzo twardo i nie ma taryfy ulgowej dla debiutantów.
Aż do końca pierwszej połowy atak pozycyjny prowadzili podopieczni Roberto Martineza, jednak ich próby kończyły się na nieźle ustawionej obronie Chelsea. Warto zauważyć, że jedynym środkiem, którym próbowali zaskoczyć defensywę „The Blues”, były zupełnie bezproduktywne dośrodkowania. W zasadzie tylko raz w ten sposób udało im się zagrozić bramce strzeżonej przez Petra Cecha. W 18. minucie przed szansą stanął Di Santo, jednak uderzona przez niego piłka poszybowała wysoko ponad poprzeczką. Najlepszym graczem w ekipie gospodarzy był ten, o którego usługi usilnie zabiega Chelsea, a więc Victor Moses. Aby zniwelować niewątpliwy potencjał Nigeryjczyka, włoski szkoleniowiec londyńskiego zespołu posłał do boju Ryana Bertranda, który miał wspierać Ashleya Cole’a. Mimo to Moses kilkakrotnie urywał się lewemu obrońcy reprezentacji Anglii, jednak za każdym razem nie potrafił odnaleźć drogi do bramki Cecha. Najlepszą okazję zmarnował w 37. minucie, gdy po łatwym minięciu pilnującego go Cole’a huknął pod poprzeczkę bramki czeskiego golkipera. Ten jednak stanął na wysokości zadania, wybijając futbolówkę na rzut rożny.










