Ekstraklasowe drużyny w końcu wróciły do gry. Oczywiście w nieco odmiennych warunkach niż przed pandemią, ale na razie trzeba się przyzwyczaić, że wszystko wygląda trochę inaczej. A co konkretnie jest odmienne? Sebastian Musiolik – napastnik Rakowa Częstochowa, opowiedział o swoich wrażeniach po powrocie do gry oraz o spostrzeżeniach zarówno z boiska, jak i spoza niego. Wspomniał o przygotowaniu fizycznym po tak długim rozbracie z piłką, a także o celach drużyny z Częstochowy na resztę sezonu.
Sebastian, jakie to uczucie po ponad dwóch miesiącach zagrać wreszcie mecz? Odliczaliście już dni?
Od momentu, kiedy dowiedzieliśmy się o przerwaniu sezonu i możliwości zakończenia go, każdy z nas czekał na jakąkolwiek informację. Nawet te o wznowieniu rozgrywek powodowały u nas wielką radość. Odliczając dni, na pewno zdecydowanie łatwiej nam się trenowało. Trochę szkoda okoliczności, bo rzeczywiście dziwnie grać przy pustych trybunach, ale brakowało nam tego. Myślę, że nie tylko nam.
Pod względem motorycznym zarówno Ty, jak i cały zespół wyglądaliście naprawdę solidnie. W meczu ze Śląskiem ponad połowa drużyny Rakowa przebiegła ponad 10 km. Dobrze przepracowaliście ten miniokres przygotowawczy, byliście na dwóch obozach. Jak Tobie się grało, nogi niosły?
Jasne. To nas cechuje. Jesteśmy dobrze przygotowaną drużyną, bardzo świadomą. Każdy z nas skrupulatnie wykonywał indywidualnie swoją pracę. Nawet gdy były momenty, w których czuliśmy się bardzo zmęczeni, wiedzieliśmy, że na pierwszy mecz będziemy przygotowani idealnie, i tak też było.
Oglądając mecz, wydawać się mogło, że ta nadzwyczaj długa przerwa nie zrobiła na Was większego wrażenia. Także pod względem taktycznym oglądaliśmy stary, dobry Raków, zamykający przeciwnika na jego połowie, stosujący pressing, który wymuszał popełnienie błędu. Jednak z Wrocławia wywieźliście tylko jeden, ale cenny punkt.
To prawda. Byliśmy dobrze zorganizowani i zasłużyliśmy na zwycięstwo. Wiedzieliśmy, że strzelimy tę bramkę, tylko musimy być konsekwentni, i tak się zresztą stało. Bardzo możemy żałować straty dwóch punktów, bo tak to trzeba nazwać przez okoliczności, które się wydarzyły. Ale na to już mamy niewielki wpływ.
Rozgrywki co prawda powróciły, lecz nie wygląda to tak jak wcześniej. Jakie są Twoje pierwsze odczucia po rozegraniu meczu w nowej rzeczywistości?
Tak jak wcześniej mówiłem, bardzo szkoda tego, bo pamiętam, jak kibice na każdym meczu, czy to na wyjeździe czy „u siebie”, bardzo nas wspierali. Tego może brakować, lecz gdy wychodzi się na boisko, to nie myśli się o tym aż tak bardzo, choć otoczka meczów w ekstraklasie jest szalenie ważna i bez niej ten produkt naprawdę dużo traci. Ale zdajemy sobie sprawę, że tak musi być. Mam nadzieję, że jeszcze w tym sezonie to się zmieni.
Wiemy o braku kibiców, maseczkach, daleko posuniętej ostrożności w różnych aspektach. Jak wszystko wygląda z perspektywy piłkarza, czym jeszcze różni się to od czasów sprzed pandemii?











