Schalke pokonało na wyjeździe Bayer Leverkusen 0:1. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył kilka minut przed końcem spotkania Jefferson Farfan. Trzeba przyznać, że było to zwycięstwo zasłużone, gdyż goście sprawiali zdecydowanie lepsze wrażenie od drużyny „Aptekarzy”.
W pierwszej połowie zdecydowanie przeważali goście, ale nie potrafili udokumentować tej przewagi golem. W piątej minucie dwukrotnie uderzali na bramkę strzeżoną przez Bernda Leno, ale zarówno strzały Jeffersona Far-Fana, jak i Raula Gonzaleza były niecelne. Dziesięć minut później groźnym uderzeniem z dystansu popisał się Klaas-Jan Huntelaar, ale bramkarz gospodarzy był na posterunku. Schalke grało dużo lepiej, dłużej utrzymywało się przy piłce i ciągle stwarzało zagrożenie pod bramką Bayeru. Niestety, nic z tego nie wynikało, gdyż zawodnicy „Królewsko-niebieskich” byli bardzo nieskuteczni i albo trafiali prosto w bramkarza, albo po prostu posyłali piłkę w trybuny. Dokładnie to zrobił w 21. minucie Jermaine Jones, gdy po składnej akcji całego zespołu znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem.
Cztery minuty później, tak naprawdę po raz pierwszy w tym spotkaniu, wartą odnotowania akcję przeprowadzili gospodarze. Kilka dobrych podań w środku pola i wystawienie piłki do Simona Rolfesa mogło przynieść nieoczekiwane prowadzenie. Jednak środkowy pomocnik źle uderzył piłkę i ta przeleciała nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Larsa Unnerstalla. Po tej sytuacji wszystko wróciło do normy, czyli znowu przeważało Schalke. Dobre sytuacje do zdobycia gola mieli Lewis Holtby i Huntelaar, ale pierwszy za mocno uderzył piłkę i posłał ją w trybuny, a drugi strzałem głową trafił prosto w bramkarza. Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy powinno być już 0:1. W świetnej sytuacji znalazł się Benedikt Hoewedes, który wygrał pojedynek główkowy w polu karnym, ale niesamowitą paradą popisał się Leno. W doliczonym czasie gry przebudził się Raul, który dwa razy mógł, a nawet powinien wyprowadzić swój zespół na prowadzenie. Dwukrotnie zabrakło mu jednak zimnej krwi i jego uderzenia przeszły obok bramki.
Tak jak się zakończyła pierwsza połowa, tak i zaczęła się druga – od zmarnowanej przez Raula sytuacji bramkowej. I tym razem Hiszpan świetnie potrafił się znaleźć w polu karnym gospodarzy, ale znów zawiódł go instynkt strzelecki. Chwilę później potężne uderzenie z dystansu oddał Michael Ballack, ale piłka o centymetry minęła bramkę Unnerstalla. Po blisko godzinie gry prowadzenie za sprawą Andre Schuerrle mogli objąć gospodarze. Niemiecki skrzydłowy znalazł się w polu karnym i mocno uderzył piłkę, która przeleciała obok prawego słupka bramki. Dwie minuty później mocne uderzenie głową Huntelaara wyłapał Leno, a po kilku sekundach w dobrej sytuacji przestrzelił Kyriakos Papadopoulos.
Na dwadzieścia minut przed końcem meczu nagle przebudzili się zawodnicy Bayeru i to oni zaczęli przeważać na boisku. W odstępie zaledwie trzech minut na bramkę gości dwa razy uderzał Stefan Kiessling i raz Lars Bender, ale żaden ze strzałów nie zagroził Unnerstallowi. Niedługo potem po raz kolejny dobrym, ale niecelnym strzałem popisał się Schuerrle, a po chwili jeszcze Manuel Friedrich. I gdy bramka dla Bayeru wisiała w powietrzu, to przyjezdnym udało się to, czego nie potrafili zrobić przez całą pierwszą połowę. Bernda Leno ładnym strzałem z pola karnego pokonał Farfana i dał „Królewsko-niebieskim” upragnione prowadzenie. Ta bramka nie zmieniła jednak obrazu spotkania i wciąż atakowali gospodarze. Byli nawet bliscy wyrównania, ale zarówno Rolfes, Friedrich, jak i Schuerrle mieli tego dnia rozregulowane celowniki. Po kolejnym niecelnym strzale tego ostatniego sędzia zakończył to obfitujące w akcje spotkanie.








