18 porażek z rzędu to seria nieprzystająca żadnej drużynie piłkarskiej, a co dopiero Schalke 04. Nowego sezonu gorzej zacząć się nie dało. Z porażki z Bayernem drwiła cała Europa. Tydzień temu też nie było lepiej, bo gdy tracisz trzy bramki z Werderem, to trudno nie nazwać tego kolejną kompromitacją. Taką samą w tygodniu popisały się władze klubu, które zwolniły Davida Wagnera. I nie chodzi o to, że to zrobiły, tylko dlaczego teraz, dlaczego nie po zakończeniu poprzedniego sezonu, jaki był sens dawania mu tych dwóch meczów i tracenia całego okresu przygotowawczego?
Logiki jakiejkolwiek w tym brak, ale do tego niemiecki klub nas przyzwyczaił. Przerwa między sezonami dla klubów, które nie grały w europejskich pucharach, jak na standardy, w jakich żyjemy, była bardzo długa. Bundesliga skończyła sezon 27 czerwca, a zaczęła 18 września. Niektórzy mieli więc multum czasu na odpoczynek i przygotowanie się do nowych rozgrywek, w tym Schalke.
I to właśnie wtedy powinno dojść do zmiany trenera. Tylko ktoś ślepy i głuchy mógł nie przewidzieć, że Wagner więcej z tego zespołu nie wyciśnie. Oczywiście pamiętamy fantastyczną ubiegłą jesień w jego wykonaniu, kiedy to po przejęciu drużyny przez blisko pół roku poniósł ledwie trzy porażki. Jednak w piłce nie ma miejsca i czasu na sentymenty, wspomnienia i zasługi. Wiosna i wczesne lato brutalnie zweryfikowały Wagnera jako trenera Schalke i chyba nawet fakt, że nie zwolniono go wtedy, był bardziej szokujący niż ta passa niekończących się porażek.
Nowy trener na stare problemy
Manuel Baum podpisał z klubem dwuletni kontrakt. Wcześniej prowadził Augsburg w latach 2016–2019, a ostatnio trenował reprezentację U-18 Niemiec. Powiedzieć, że czeka go zadanie piekielnie trudne, to nic nie powiedzieć. Kiedyś gdy dochodziło do zmian na stanowisku trenera Schalke, wymieniano całą listę potencjalnych następców z ciekawym CV.
Dziś chętnych praktycznie nie było. Trudno się zresztą dziwić, że szkoleniowcy nie chcą tam pracować, Gelsenkirchen to dziś ziemia spalona. Praktycznie każdy z ostatnich trenerów pracą tam mocno pobrudził swoje CV. Jedyną alternatywą dla Bauma był Marc Wilmots, jednak trudno Holendra postrzegać jako wielkie nazwisko trenerskie.
Dla Bauma to będzie dotychczas największe wyzwanie w trenerskiej karierze. Trudno na ten moment przewidzieć, czego możemy spodziewać się po tym szkoleniowcu. Jednak przynajmniej na początku wydaje się być jasne, że przede wszystkim będzie skupiał się na tym, by zatrzymać tę wstydliwą serię porażek. Pewnie często kosztem jakiegokolwiek stylu. Jego drużyny zazwyczaj grały klasycznym ustawieniem 4-2-3-1 i był to dość prosty futbol.









