Ten artykuł równie dobrze mógł powstać kilka tygodni temu, a jego aktualność pozostałaby niezmienna. Wystarczyłoby tylko zaktualizować liczbę porażek, wydłużyć passę bez zwycięstwa i zmienić bilans bramkowy. Od pół roku Schalke 04 istnieje tylko w teorii. Lecą kolejne głowy, słychać o kolejnych aferach, a machina kompromitacji nie chce się zatrzymać.
Widmo degradacji z tygodnia na tydzień brzmi coraz mniej absurdalnie. Seria spotkań bez zwycięstwa w lidze wynosi już 24. Żaden zespół w pięciu najlepszych ligach Europy nie stracił więcej goli niż Schalke. 24 zaaplikowane trafienia przez rywali dają średnią trzech traconych bramek na mecz. A jedynym pozytywem jest słaba forma pozostałych rywali.
Jeśli szukamy drużyn do obstawiania, Schalke 04 to kandydatura idealna. Oczywiście mam tutaj na myśli granie przeciwko niej i stawianie na przeciwników. Obok Bayernu i do ubiegłej środy Liverpoolu u siebie trudno znaleźć coś tak pewnego.
Sen o potędze
Niesamowity jest fakt, że co by się nie wydarzyło w tygodniu poprzedzającym mecz, i tak nie wpłynie to w weekend na grę zespołu. Krytyka już nie śmieszy, a bardziej wywołuje uczucie litości i współczucia. Bo przecież mówimy o historycznym klubie, który w Niemczech wiele znaczy i jeszcze klika lat temu chciał dominować na krajowym podwórku.
Jednak marzenia o dominacji były bardzo życzeniowe. To Borussia Dortmund w ostatnich latach dyktowała warunki w Zagłębiu Ruhry. Jedyną jaskółką był sezon 2017/2018, gdy udało się sięgnąć po wicemistrzostwo. Wówczas drużyna prowadzona przez Domenica Tedesco zbierała kapitalne recenzje, a w kadrze zespołu znajdowały się takie nazwiska, jak: Goretzka, Meyer, Pjaca, Howedes czy Nubel.
Obecnie tamte rozgrywki możemy ocenić jako jednorazowy wyskok świadczący o gorszym sezonie konkurencji niż faktycznie sile Schalke O4. Poprzedni sezon miał być ostatnim, który klub z Gelsenkirchen kończy w drugiej połówce tabeli. 12. miejsce było wówczas odbierane jako wielkie rozczarowanie. Patrząc na to, co obecnie dzieje się w klubie z Veltins, dziś przyjęto by z pocałowaniem ręki.
Przesłanki o tym, że będzie źle, były już latem. Odejście takich piłkarzy, jak: Rudy, Caligiuri, Nubel, Burgstaller, Mckennie odbiłoby się na każdym zespole. Do tego wszystkiego klub nawet nie udawał, że chce się wzmocnić. Dominowały transakcje bezgotówkowe, wypożyczenia i spojrzenie w kierunku akademii. Jakby tego było mało, zdecydowano się nie zwalniać Davida Wagnera, który tragicznie radził sobie na wiosnę.
Efekt… starej miotły
Zmiana przyszła po dwoch kolejkach. I trudno powiedzieć, że coś dała. Manuel Baum pomimo trzech remisów nie odmienił Schalke 04. Zespół nadal wygląda tragicznie, nie kreuje sobie żadnych sytuacji, a rywale często już przed meczem dopisują sobie trzy punkty. Trudno myśleć więc o kolejnej zmianie na tym stanowisku. Po pierwsze klub zmaga się z kłopotami finansowym, dług wynosi już ponad 200 milionów euro. A po drugie żaden dobry trener nie podejmie się dziś pracy w Schalke 04, co najlepiej było już widać przed zatrudnieniem Bauma.











