Sandecja Nowy Sącz opuszcza zaplecze PKO Ekstraklasy i po 14 latach wraca do 2. ligi. Jeszcze sześć lat temu rozgrywała spotkania na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce, a teraz spada z nowym stadionem na trzeci szczebel. Złożyło się na to wiele czynników i zapewne nie jest to przypadek. Czy „Sączersi” szybko awansują z powrotem do Fortuna 1. Ligi?
Ostatnio minęła wielka rocznica przyklepania awansu do ekstraklasy przez Sandecję Nowy Sącz. Wywalczyła wtedy awans prawie miesiąc przed końcem rozgrywek w meczu ze Zniczem Pruszków, wygrywając 5:2. Było to 16 maja 2017 roku. Wielka feta i euforia towarzyszyły wtedy wszystkim zgromadzonym przy ul. Kilińskiego. To był zarazem dobry złego początek. Od tego momentu stała się „klubem bezdomnym”, ponieważ większość czasu w ciągu tych sześciu lat tułała się po innych stadionach. Nastąpił szybki spadek z ekstraklasy i stagnacja na zapleczu, aż do spadku w tym sezonie. Co poszło nie tak?
Trzech muszkieterów nie podołało
W Nowym Sączu w sezonie 2022/2023 mogliśmy ujrzeć aż trzy twarze na ławce trenerskiej, a byli to: Dariusz Dudek, Stanislav Varga oraz Tomasz Kafarski. Nawet w trójkę nie dali rady utrzymać Sandecji na zapleczu ekstraklasy. Zapytaliśmy Juliana Dulębę z redakcji sportowej UJOT FM i współzałożyciela kanału Krakoska Piłka, jak ocenia ich angaż: – Praca trzech trenerów w jednym sezonie nie skończyła się dobrze dla Sandecji ani dla Lechii Gdańsk. Uważam, że być może zbyt wcześnie zwolniono Dariusza Dudka, który w klubie był dwa lata. Jego kadencję należy całościowo oceniać pozytywnie, zwłaszcza za sezon 2020/2021.
– Zatrudniony później Stanislav Varga, który piłkarskie CV miał potężne, jako trener w Sandecji nieco zawiódł. Zimowy okres przygotowawczy, jak i pierwszy mecz z Górnikiem Łęczna, mógł napawać optymizmem w walce o utrzymanie. Niemniej jednak Stanislav Varga szybko pożegnał się z posadą, ponieważ następne mecze pod jego wodzą były poniżej oczekiwań. Następnie przybył Tomasz Kafarski. Nie miał on za sobą okresu przygotowawczego z drużyną. Mimo że zna część zespołu, ponieważ pracował już w Nowym Sączu przez dwa lata (2018-2020), też nie zdołał odbudować „Sączersów”.












