Po emocjonującej drugiej połowie spotkania Sampdoria Genua zremisowała z Torino 1:1. Kamil Glik rozegrał cały mecz, ale niestety nie wypadł za dobrze.
Pierwsza połowa w Genui była nieco niemrawa. Piłkarze wyglądali tak, jakby myślami byli jeszcze na niedzielnym obiedzie, ponieważ pora rozgrywania pojedynku niezbyt sprzyjała wysokiemu poziomowi. Dopiero w drugiej odsłonie zobaczyliśmy kawałek ciekawego futbolu. Jako pierwsi gola zdobyli goście, w 69. minucie rzut karny na bramkę zamienił Bianchi. Wydawało się wówczas, że dojdzie do małej sensacji, bo Sampdoria to przecież drużyna, która zwyciężyła w trzech pierwszych spotkaniach.
Gospodarzom udało się jednak uratować remis w końcówce meczu. Przy pomocy naszego reprezentanta Kamila Glika, który sprokurował rzut karny, Sampdoria wyrównała. Polak, mimo że przez całe starcie radził sobie nieźle i odcinał od piłek byłego piłkarza Milanu i Barcelony Maxi Lopeza, na koniec postąpił zbyt pochopnie. Dzięki niemu miejscowi mogli się cieszyć z wyrównania. W 84. minucie drugi już w tym pojedynku rzut karny na gola zamienił rezerwowy Pozzi. Piłkarz wykazał się zimną krwią, na murawę wszedł bowiem zaledwie 12 minut wcześniej, ale nie zawahał się podejść do „jedenastki”.
To było ostatnie trafienie w tym meczu. Podział punktów wydaje się sprawiedliwy, bo obie ekipy po słabej pierwszej połowie w drugiej atakowały z większym polotem. Punkt musi cieszyć obu beniaminków, bo może się on okazać bezcenny na koniec sezonu.










