Marek Saganowski był niezwykle zadowolony po dzisiejszych derbach Łodzi, w których to jego ŁKS pokonał lokalnego rywala 1:0 po bramce Marcina Mięciela. Napastnik „Biało-czerwono-białych” wierzył, że doczeka kiedyś takiego momentu, w którym pokona Widzew na stadionie przy alei Piłsudskiego. Dziś ta sztuka mu się udała.

Po czternastu latach ŁKS wygrał ponownie derby na stadionie Widzewa. Wówczas też było 1:0.
Na takie chwile się czeka, wygraliśmy dzisiaj bardzo ważny dla nas mecz. Nie tylko chodzi o tabelę, ale o to, kto rządzi dzisiaj w Łodzi. Po tym ciężkim początku udowadniamy, że z meczu na mecz jesteśmy coraz silniejsi. Tutaj, na Widzewie, jak wiadomo, zawsze są trudne mecze. W 1997 roku, kiedy Marcin Danielewicz strzelił bramkę, wyjechałem do Holandii, żałowałem, ale wierzyłem w to, że kiedyś dożyję tego momentu.
To pierwsza bramka Marcina Mięciela w tym sezonie, ale jakże dużej rangi.
Myślę, że to najważniejsza bramka dla niego w tej chwili. Wszystkie te sytuacje, które zmarnował, można mu wybaczyć.
Ten mecz był w miarę wyrównany do czasu czerwonej kartki dla Grzelczaka, potem Widzew oddał Wam inicjatywę.
Na pewno w dziewiątkę w polu trochę trudniej się gra, tym bardziej że my lepiej żeśmy sobie to w drugiej połowie poukładali. Wygraliśmy mecz i dziś świętujemy. Są to dla nas bardzo ważne punkty, mamy teraz już jedenaście oczek.
Do 60. minuty praktycznie nie stworzyliście sobie dogodnej sytuacji, dopiero osłabienie Widzewa ułatwiło Wam grę.
Tak było powiedziane, że będziemy grali do jednej bramki. Kto strzeli, ten wygra. Przez cały mecz realizowaliśmy taktykę, którą sobie założyliśmy, zrobiliśmy to perfekcyjnie i dzięki temu udało się wygrać.
Jakie nastawienie przed kolejnym spotkaniem?
Na razie musimy się nacieszyć tym, co dziś zrobiliśmy. O kolejnych spotkaniach będziemy myśleli od jutra.











