Kiedy w 2014 roku prezes „Starej Damy”, Andrea Agnelli, na jednej z konferencji prasowych ogłosił odejście Antonio Conte z Juventus Stadium, wielu kibiców nie mogło pogodzić się ze stratą ojca chrzestnego ostatnich triumfów swojej ukochanej drużyny. Trzy lata pracy genialnego szkoleniowca wzbogaciły gablotę z trofeami „Bianconerich” o trzy scudetto, jeden Puchar Włoch i dwa Superpuchary Italii. Ku zdziwieniu piłkarskiej Europy, misja kontynuowania pasma sukcesów turyńskich „Zebr” została powierzona niespełna 47-letniemu Massimiliano Allegremu. Trenerowi, który siedem miesięcy wcześniej został zwolniony przez włodarzy AC Milan z powodu niezadowalających wyników.
Włoski szkoleniowiec z Juventusem związał się dwuletnim kontraktem, opiewającym na sumę dwóch milionów euro za sezon. Jego profesjonalizm oraz ekscytacje nadchodzącym sezonem mogliśmy zobaczyć i usłyszeć już na jednej z pierwszych konferencji prasowych, na której powiedział: – Jestem szczęśliwy, że mogę tu być. Od jutra zabieram się do ciężkiej pracy, ponieważ zamierzam kontynuować gromadzenie trofeów dla Juventusu. Nie omieszkał również wbić szpilki popularnemu „Antkowi”, przypominając dziennikarzom o ostatnich słabych występach „Juve” w Lidze Mistrzów: – Celem na nowy sezon jest zdobycie kolejnego scudetto oraz zrobienie postępu w Lidze Mistrzów, z której przed rokiem Juventus nieszczęśliwie odpadł już w fazie grupowej. Tym razem chcemy zagrać przynajmniej w ćwierćfinale.
Pomimo odważnych deklaracji Allegrego kibice „Biało-czarnych” nadal podchodzili do decyzji o jego zatrudnieniu dość sceptycznie, nie mogąc pogodzić się ze stratą Conte oraz nie zapominając, gdzie Massimiliano spędził ostatnie lata swojej trenerskiej kariery. Brak spektakularnych transferów tylko wzmacniał dezaprobatę fanów. Sprowadzenie takich zawodników, jak: perspektywiczny 18-letni Kingsley Coman z PSG, solidny 26-letni Roberto Pereyra z Udinese czy bliski emerytury Patrice Evra z United nie uciszyło sfrustrowanych tifosich.
Od początku sezonu sporo dyskutowano na temat ustawienia, w jakim Juventus będzie bronił mistrzowskiego tytułu. Wiele serwisów sportowych oraz włoskich ekspertów przewidywało kontynuację taktyki preferowanej w ostatnich trzech latach przez Conte. Przed pierwszymi meczami aktualnego sezonu na papierze ustawienie Juventusu faktycznie było przedstawiane jako 1-3-5-2. Jednak kolejne mecze udowadniały, że Allegri ma indywidualną wizję gry, ustawiając zespół z czwórką obrońców, trójką neutralnych i jednym ofensywnym pomocnikiem oraz dwójką napastników (1-4-3-1-2). Dobrym pomysłem nowego szkoleniowca okazało się pozostawienie większej swobody w ataku Carlosowi Tevezowi, dzięki czemu mogliśmy oglądać najlepszego strzelca drużyny nie tylko pod polem karnym przeciwnika, ale również w innych rejonach boiska, skąd często błyskotliwie inicjował ataki swojego zespołu.
Po osiemnastu kolejkach aktualnego sezonu Juventus z 43-punktowym dorobkiem zajmuje pozycję lidera, wyprzedzając o trzy oczka AS Roma, mając na swoim koncie 38 bramek zdobytych i 9 straconych. W analogicznym okresie zeszłego sezonu „Bianconeri” zdobyli tylko i aż o sześć punktów więcej, uzyskując przy tym 41 bramek, a 11 tracąc. Pomimo zbliżonych wyników obu panów mamy jednak do czynienia z regresem formy piłkarzy „Juve”, którzy swoje mecze niejednokrotnie wygrywają z wielką dozą szczęścia, a styl, jaki prezentują na boisku, pozostawia wiele do życzenia. Największym jak dotąd sukcesem piłkarzy „Starej Damy” pod wodzą Allegriego był awans z grupy Ligi Mistrzów, w której z ogromnym trudem pozostawił za swoimi plecami takie przeciętne marki jak Olympiacos Pireus czy Malmö FC.











