W pierwszym meczu szóstej kolejki T-Mobile Ekstraklasy Podbeskidzie Bielsko-Biała przegrało na własnym stadionie z Ruchem Chorzów 1:2. W drugim zwycięstwie chorzowian z rzędu spory udział mieli zawodnicy, którzy zostali wprowadzeni po przerwie.
Pierwszy kwadrans gry upłynął pod znakiem walki w środku pola. Brakowało klarownych sytuacji, a zawodnicy obu drużyn grali bardzo niedokładnie. Pierwszy strzał w tym spotkaniu oddał w 9. minucie piłkarz Ruchu Chorzów, ale jego uderzenie z dystansu przeleciało obok słupka. Minutę wcześniej goście stworzyli ciekawą akcję. Malinowski zagrywał prostopadle do Sultesa, lecz zrobił to minimalnie niecelnie i Czech został wypchnięty na skraj pola karnego. W 13. minucie Podbeskidzie dobrze rozegrało piłkę, jednak w polu karnym zabrakło dokładności, co spowodowało utratę piłki.
Równie niedokładni byli trzy minut później stoperzy chorzowskiej drużyny. Będący ostatnio w dobrej formie Adamek dograł Demjanowi, ten uciekł Sadlokowi i mocnym strzałem z woleja w długi róg pokonał Peskovicia. Po ładnej kontrze „Górale” objęli prowadzenie. Już w 19. minucie gry Piech mógł wyrównać, ale po jego strzale piłka minęła się z celem. Goście przejęli inicjatywę, lecz grali bardzo niedokładnie. Idealną sytuację do wyrównania stanu spotkania chorzowianie mieli w 25. minucie. Znakomitą piłkę nad obrońcami do Malinowskiego zagrał Straka, a pomocnik Ruchu w dogodnej pozycji posłał futbolówkę nad bramką. 37-letni piłkarz powinien się zachować zdecydowanie lepiej.
Gospodarze cofnęli się i pozwalali chorzowianom na długie rozgrywanie piłki. Końcówka pierwszej połowy przyniosła bardzo dużo emocji. Najpierw w 33. minucie niecelnie główkował Piech, cztery minuty później również nieskutecznie zza pola karnego strzelał Koman. Chwilę później bardzo dobrą okazje stworzyli goście. Kikut podał do wchodzącego w pole karne Zieńczuka, a ten próbował odegrać w pole karne. Jego zagranie zostało jednak zablokowane. W odpowiedzi minimalnie niecelnie strzelał Sacha. W kolejnej akcji bielszczanie mogli prowadzić już 2:0. Po rzucie rożnym obrońcy nie upilnowali Demjana, a słowacki napastnik minimalnie przestrzelił. Więcej już się nie wydarzyło. Podbeskidzie prowadziło jedną bramką.
Początek drugiej połowy był identyczny jak pierwsze minuty meczu. Walka, walka, strata, faul, żółta kartka, strata, walka. Do jedynej godnej odnotowania sytuacji doszło w 57. minucie. Na czystą pozycję lewym skrzydłem wychodził Sultes, ale bardzo efektownie piłkę spod nóg wybił mu Byrtek.
Nieco więcej działo się w kolejnym kwadransie. Swoje szanse mieli Piech i wprowadzony za Smektałę Maciej Jankowski. Obie próby chorzowian były jednak zbyt czytelne dla bramkarza Podbeskidzia. Bąk sprawiał wrażenie bardzo pewnego. Jednak tylko do czasu. Niestety dla kibiców gospodarzy, wychowanek Lechii Gdańsk dał się pokonać w 68. minucie. Po dośrodkowaniu wprowadzonego w drugiej połowie Starzyńskiego Piech zagrał do Jankowskiego, a ten pewnym strzałem z dziewiątego metra w długi róg pokonał Bąka. Widoczna przewaga gości w końcu przyniosła skutek. Ruch wyczuł, że jest szansa na ogranie „Górali”, więc ruszył do kolejnych ataków.










