Polonia Warszawa przegrała z Ruchem Chorzów 0:1 (0:0) w drugim piątkowym spotkaniu 27. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Gola na wagę trzech punktów zdobył Żeljko Djokić.
Zwycięzca dzisiejszego meczu zrobił mały krok w kierunku europejskich pucharów. Stawką spotkania była również lokata wicelidera T-Mobile Ekstraklasy. Przynajmniej do czasu, gdy swój mecz w ramach tej kolejki rozegra Śląsk Wrocław.
W składzie Polonii Warszawa bez większych niespodzianek. Z kolei w ekipie Ruchu Chorzów mógł dziwić brak Macieja Jankowskiego, który stracił miejsce w składzie na rzecz Andrzeja Niedzielana.

Początek spotkania był pełen niedokładności z obu stron. Przeważała Polonia, która jednak nie potrafiła sobie stworzyć żadnej klarownej okazji do strzelenia gola. Tuż po upływie kwadransa gry doszło do kontrowersyjnej sytuacji. Po strzale Dwaliszwilego piłkę ręką we własnym polu karnym zagrał Djokić, ale sędzia Gil kazał grać dalej.
W miarę upływu czasu obraz gry się nie zmieniał. Oba zespoły grały solidnie w defensywie, ale za to beznadziejnie w ofensywie. Dopiero w końcówce coś drgnęło.
W 36. minucie Dwaliszwili zagrał spod z linii końcowej, Pesković sparował przed siebie piłkę, ale Cani nieczysto ją dobijał i w efekcie Grodzicki wybił ją na rzut rożny. Po kornerze też było groźnie. Tym razem Bruno uderzył z kilkunastu metrów wprost w Peskovicia. Do przerwy nie było już żadnej groźnej sytuacji.
Po powrocie z szatni nic nie zapowiadało zmiany wyniku. W 55. minucie padł jednak gol dla Ruchu. Po dośrodkowaniu Zieńczuka na bliższy słupek piłka trafiła wprost na głowę Djokicia, który pewnym strzałem pokonał Przyrowskiego. Trener Michniewicz niemal natychmiast zareagował, wprowadzając na boisko Szultesa, Wszołka i Jeża w odstępie 180 sekund.
W 67. minucie Wszołek świetnie nawinął jednego z obrońców Ruchu, ale będąc w dobrej sytuacji, źle wycofał piłkę przed pole karne, gdzie czekał już Lisowski. W odpowiedzi Grodzicki ładnie uruchomił Zieńczuka, ten wrzucił z lewej strony do Piecha, który strzelił głową obok bramki.

Mecz zbliżał się ku końcowi, a Polonia niby przeważała, ale nie było widać w jej poczynaniach żądzy odwrócenia losów spotkania. W 77. minucie Wszołek ściął do środka i uderzył z kilkunastu metrów, lecz trafił wprost w Peskovicia. Chwilę później Dwaliszwili dryblował przed polem karnym, w końcu odegrał futbolówkę do Wszołka, który na wykroku nie zdołał jej skierować do bramki.











