Lech Poznań zremisował w Chorzowie z Ruchem 1:1. Po pierwszej połowie drużyna wicemistrza Polski prowadziła 1:0, ale w końcówce gospodarzom udało się wyrównać.
Ekipa Mariusza Rumaka bardzo dobrze rozpoczęła spotkanie. W 10. minucie Gergo Lovrencsics świetnie dośrodkował w pole karne, a tam głową uderzył Marcin Kamiński, ale ze strzałem obrońcy poradził sobie Krzysztof Kamiński.

W 17. minucie bramkarz Ruchu Chorzów skapitulował. Piłkę do jego bramki wbił Vojo Ubiparip, który popisał się świetnym uderzeniem z 20 metrów. Futbolówka po jego strzale wpadła do bramki gospodarzy tuż przy słupku.
Mimo że Ruch grał całkiem nieźle i miał kilka okazji do zdobycia bramki wyrównującej, Lech Poznań prowadził 1:0 po pierwszej połowie spotkania.
Po przerwie lepsze wrażenie sprawiał Ruch Chorzów. Gospodarzom udało się zamknąć drużynę wicemistrza Polski na własnej połowie boiska, co poskutkowało kilkoma groźnymi atakami. Do jednego z nich doszło w 53. minucie. Wtedy to dobrym strzałem zza pola karnego popisał się Marek Zieńczuk, ale piłkę zdołał złapać Krzysztof Kotorowski.

Jednak najwięcej emocji kibice przy ulicy Cichej w Chorzowie przeżyli w końcówce. O wiele lepiej grający Ruch nieustannie atakował. Najpierw Marek Zieńczuk znalazł się w wyśmienitej sytuacji w polu karnym, ale w ostatniej chwili powstrzymał go Mateusz Możdżeń.
Później stadion przy Cichej oszalał z radości. Sprawcą zamieszania był Marcin Malinowski. Pomocnik chorzowskiego Ruchu otrzymał piłkę na 25. metrze i postanowił uderzyć na bramkę. Okazało się, że 37-latek podjął znakomitą decyzję, udało mu się bowiem pokonać Krzysztofa Kotorowskiego. Bramkarz Lecha skapitulował po tym, jak piłka uderzona o Arboledę zmyliła go i wpadła do jego bramki tuż przy słupku.
Ostatecznie sędzia zakończył mecz przy stanie 1:1. Lech Poznań zawiódł swoich kibiców, tracąc bramkę w końcówce spotkania i wywożąc z Chorzowa tylko jeden punkt.
Więcej o T-Mobile Ekstraklasie znajdziecie tutaj.











