Ruch Chorzów szczęśliwie pokonał na własnym stadionie GKS Bełchatów. Bramkę na wagę trzech punktów strzelił w ostatniej minucie meczu Paweł Abbott, który pewnie egzekwował rzut karny. Tego meczu nie zaliczy do udanych powracający do kraju Kamil Kosowski. Nie tylko jego drużyna przegrała, ale były reprezentant Polski obejrzał też czerwoną kartkę.
Zarówno dla Ruchu Chorzów jak i GKS-u Bełchatów eksperci rezerwują miejsce w dolnych rejonach tabeli. W pierwszej połowie żadna z drużyn nie starała się udowodnić, że piłkarscy znawcy są w błędzie. Gra toczyła się w ślamazarnym tempie, głównie w środkowej strefie boiska, piłkarzom nie brakowało chęci do gry, ale trudno było pogodzić się z faktem, że byliśmy świadkami meczu na szczeblu Ekstraklasy. Jedynym pozytywnym aspektem był gol Dawida Nowaka, tyle że napastnik bełchatowian w tej akcji faulował i bramka nie została uznana. Chorzowianie też mieli swoje pięć minut, kiedy to Łukasz Janoszka zmarnował sytuacje sam na sam z bramkarzem, jednak dwie akcje w przeciągu 45 minut to zdecydowanie za mało jak na poziom Ekstraklasy.
W drugiej połowie obraz gry nieco się zmienił. Wejście Kamila Kosowskiego nieco ożywiło poczynania ofensywne GKS-u, lecz to chorzowianie cieszyli się ze zdobycia bramki. W 61. minucie w zamieszaniu podbramkowym piłka spadła wprost pod nogi Arkadiusza Piecha, ten uderzył bez zastanowienia. Futbolówka jakimś cudem przeszła przez gąszcz obrońców rywali i zatrzepotała w siatce.
Kluczowym momentem dla dalszych losów spotkania była 76. minuta. Wówczas Paweł Janas zdecydował się na wprowadzenie drugiego napastnika – Marcina Żewłakowa. Już pierwsza akcja dwójki Nowak – Żewłakow zakończyła się golem. Młodszy z duetu bełchatowskich napastników znakomicie wyszedł do prostopadłego podania, dogonił piłkę na wysokości pola karnego i odegrał do nadbiegającego partnera z linii ataku, a ten plasowanym strzałem pokonał golkipera Ruchu. Kto wie, jak zakończyłby się ten mecz, gdyby po chwili bełchatowianie nie musieli grać w osłabieniu. Kamil Kosowski po faulu na Wojciechu Grzybie zobaczył drugą żółtą kartkę i został usunięty z boiska. Popularny „Kosa” powrotu do kraju nie będzie mógł zaliczyć do udanych.
Remis był sukcesem bełchatowian, lecz w ostatnich sekundach ten cenny wynik wymknął im się z rąk. Mate Lacić zagrał ręką we własnym polu karnym, arbiter główny początkowo tego nie dostrzegł, lecz sędzia liniowy był czujny. Rzut karny na bramkę zamienił Paweł Abbott i chorzowianie wzbogacili się o trzy punkty.










