Po nieporywającej pierwszej części gry, podopieczni Waldemara Fornalika pokazali, komu należy się trzecie miejsce w tabeli. Bramkę na wagę kompletu punktów zdobył Arkadiusz Piech.
Pierwsza połowa to zdecydowana, ofensywa gra Ruchu Chorzów, która nie przyniosła jednak zdobyczy bramkowej. Drużyna gospodarzy próbowała rozerwać dobrze ustawioną defensywę przyjezdnych prostopadłymi podaniami z głębi pola. Bardzo aktywny był Grzyb do spółki z Piechem, raz po raz próbując na bramkę Jana Muchy.
Legia skutecznie broniła się, stosując pułapki ofsajdowe, odgryzając się pojedynczymi kontrami. Najlepszą okazję do wyjścia na prowadzenie chorzowianie mieli w 34. minucie, kiedy po dośrodkowaniu Grzyba, Arkadiusz Piech z piątego metra uderzał głową, ale na posterunku był Jan Mucha. Tempo, w jakim toczony był mecz, pokazała kontuzja Dicksona Choto, który już w 40. minucie musiał zejść z boiska z powodu urazu mięśnia. Tuż przed przerwą przytomnym wyjściem z bramki popisał się Mucha, zapobiegając zdobyciu bramki przez Krzysztofa Nykiela.
Piorunująco rozpoczęli drugą odsłonę gospodarze. Kopia akcji z 34. minuty, kiedy to piłka dośrodkowana przez Grzyba spadła wprost na głowę Piecha. Napastnik Ruchu tym razem posłał piłkę do bramki, a Jan Mucha nawet nie drgnął. Podopieczni Białasa już pięć minut później próbowali odpowiedzieć na stratę bramki. Rafał Grzelak opanował długie podanie z własnej połowy, po czym posłał piłkę ze skraju pola karnego do wchodzącego Mięciela. Wysuniętego napastnika Legii uprzedził jednak Pilarz. Chwilę później golkiper chorzowskiego klubu okazał się lepszy od Kiełbowicza, popisując się paradą po uderzeniu z rzutu wolnego.
Ruch okazję do podwyższenia prowadzenia miał wraz z wejściem Sobiecha, który zastąpił dobrze dysponowanego dzisiaj Piecha. Rezerwowy strzelał głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale piłka poszybowała nad poprzeczką. W 65. minucie Artur Sobiech stanął oko w oko z Janem Muchą. Napastnik gospodarzy spojrzał tylko na sędziego liniowego, który nie sygnalizował pozycji spalonej, ale kolejny raz legionistów uratował słowacki golkiper. Chwilę później znów zaatakowała Legia. Z wolnej pozycji, bez przyjęcia, huknął jak z armaty Iwański, a po chwili poprawił Grzelak, jednak dwukrotnie Krzysztof Pilarz zachował się bezbłędnie.
Konsekwencja w poczynaniach boiskowych graczy Ruchu zaowocowała w tym spotkaniu w arcyważne trzy punkty. Legia uniknęła wyższego wymiaru kary tylko i wyłącznie dzięki wysokiej dyspozycji Jana Muchy.










