Polonia Warszawa zwyciężyła w wyjazdowym spotkaniu 28. kolejki Ekstraklasy z Ruchem Chorzów 3:0. Bramki dla gości zdobyli Tomasz Brzyski, Euzebiusz Smolarek i Bruno Coutinho.

Pierwszą dobrą okazję do zdobycia gola stworzyli w tym spotkaniu piłkarze Ruchu Chorzów. Pięć minut po pierwszym gwizdku arbitra Marek Zieńczuk dośrodkował w pole karne, gdzie znajdował się Maciej Jankowski. Jego strzał obronił jednak golkiper Polonii, Michał Gliwa. Minutę później Jankowski miał kolejną szansę, ale tym razem jego uderzenie zdołali zablokować obrońcy rywala. W 10. minucie pojedynku to Polonia wyszła na prowadzenie. Do siatki trafił były piłkarz Ruchu, Tomasz Brzyski. Dwanaście minut później gracze ze stolicy bliscy byli podwyższenia rezultatu. Łukasz Trałka zagrał znakomitą prostopadłą piłkę do Euzebiusza Smolarka, napastnik warszawskiego zespołu w doskonałej sytuacji uderzył jednak obok słupka.
Pod koniec drugiego kwadransa gry niewiele brakowało, a gracze Ruchu strzeliliby gola samobójczego. Bliski trafienia do własnej bramki był Michał Janoszka, a Ruch przed utratą drugiego gola uchronił jedynie znakomity refleks Matko Perdijicia. Po chwili było już jednak 2:0. Adrian Mierzejewski zagrał piłkę do stojącego kilka metrów przed bramką chorzowian Smolarka, który tym razem nie miał już problemów z celnością i podwyższył rezultat spotkania. „Niebiescy” starali się zdobyć jeszcze przed przerwą gola kontaktowego, lecz ich zagrania albo były niedokładne, albo rozbijały się o szczelną obronę Polonii. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie i to drużyna ze stolicy prowadziła 2:0.

Dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy piłkarze Ruchu mieli pierwszą szansę w tej części gry. Do rzutu wolnego z odległości około 35 metrów od bramki rywala podszedł Marcin Malinowski, ale piłkę bez najmniejszego problemu złapał dobrze ustawiony Gliwa. W 66. minucie „Czarne Koszule” podwyższyły prowadzenie. Znakomitym prostopadłym podaniem do Bruno Coutinho popisał się Mierzejewski, a Brazylijczyk w świetnym stylu minął bramkarza rywali i bez najmniejszych problemów skierował piłkę do pustej bramki. Siedem minut później tuż zza pola karnego uderzał Arkadiusz Piech, po raz kolejny na posterunku był jednak znakomicie dysponowany tego dnia Gliwa.











