Osieroceni przez trenera Michała Probierza piłkarze ŁKS-u przegrali aż 4:0 z Ruchem Chorzów. Podopieczni Waldemara Fornalika rozegrali bardzo dobry mecz i nie dali gospodarzom żadnych szans.
Na pierwszą bramkę kibice zgromadzeni przy al. Unii nie musieli długo czekać. Już w 7. minucie do siatki trafił Stawarczyk, który ładnie uderzył piłkę głową. Bramka padła po bardzo dobrze rozegranym rzucie rożnym.

W 15. minucie groźnie było pod bramką Ruchu. W zamieszaniu podbramkowym ładnie piłkę zgrał Marek Saganowski, ta trafiła pod nogi Marcina Mięciela, ale były napastnik Legii uderzył za mocno i futbolówka poleciała nad poprzeczką. Dziesięć minut później trudnej sztuki dokonał Sebastian Szałachowski. Ładna kontra zespołu gospodarzy zakończyła się dośrodkowaniem do niepilnowanego ełkaesiaka, który miał przed sobą pustą bramkę, ale tak niefortunnie uderzył, że przeniósł piłkę nad bramką.
Na odpowiedź podopiecznych trenera Fornalika nie musieliśmy długo czekać. Dobre prostopadłe podanie z głębi pola otrzymał Piech. Napastnik Ruchu ładnie zabrał się z piłką, uderzył mocno, ale na posterunku był Velimirović.
Pięć minut przed przerwą Ruch mógł podwyższyć prowadzenie. Najpierw ładnie o futbolówkę powalczył Paweł Abbott, odegrał ją do niepilnowanego Piecha, a ten uderzył z pierwszej piłki, ale minimalnie obok bramki. Kilka sekund później ten sam zawodnik trafił w słupek po zamieszaniu w polu karnym. W ostatniej minucie pierwszej części jeszcze fantastycznie uderzał z rzutu wolnego Marek Zieńczuk, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce bramki.
Do przerwy Ruch po dobrym spotkaniu prowadził w Łodzi 1:0. „Niebiescy” byli zespołem lepszym i mieli więcej sytuacji, ale gospodarzom sprzyjało szczęście.
Drugą połowę znów lepiej zaczął Ruch. I znów zdobył bramkę po rzucie rożnym. Mało tego, znów do siatki trafił środkowy obrońca Ruchu. Ty razem uczynił to Rafał Grodzicki, który wykorzystał doskonałe dośrodkowanie Marka Zieńczuka.

To, co stało się pomiędzy 64. a 66. minutą, definitywnie przesądziło o losach tego spotkania. Najpierw fantastyczną trójkową akcję Zieńczuk Janoszka Piech wykończył w efektowny sposób ten ostatni i na tablicy wyników było już 3:0. Od razu po wznowieniu gry przed wymarzoną sytuację stanął Kaczmarek, ale w decydującym momencie się poślizgnął i z akcji wyszły nici.











