W drugim niedzielnym meczu w ramach 31 kolejki T-Mobile Ekstraklasy Ruch Chorzów zremisował u siebie z Lechią Gdańsk 0:0.

Pierwsi groźną sytuację w meczu stworzyli gracze Ruchu Chorzów. W 6. minucie po wyrzucie z autu Sadloka, Zieńczuk wpadł w pole karne i stanął oko w oko z Bąkiem. Doświadczony pomocnik „Niebieskich” mierzył po długim rogu, ale nieznacznie się pomylił. W 19. minucie meczu kibice zgromadzeni na stadionie zobaczyli drugą groźną sytuację. Tym razem bliscy zdobycia gola byli piłkarze Lechii Gdańsk. Po długim zagraniu z głębi pola Makuszewski miał już przed sobą tylko bramkarza gospodarzy, lecz Buchalik poradził sobie z jego strzałem i w Chorzowie mieliśmy nadal 0:0. Minutę później groźną sytuacje mieli podopieczni Jana Kociana. Starzyński ze środka przegrał piłkę na lewe skrzydło do Zieńczuka, a ten huknął z półwoleja w poprzeczkę. Owa sytuacja była ostatnią groźną w pierwszej części meczu.
W drugiej połowie pierwsi groźną sytuacje wypracowali sobie zawodnicy z Gdańska. Sadajew ładnie podał piłkę na prawe skrzydło do Makuszewskiego, a ten dograł w pole karne do Tuszyńskiego, który znakomicie odwrócił się z piłką i uderzył, ale Buchalik sparował futbolówkę na rzut rożny. W 60. minucie ponownie Lechia stworzyła groźną sytuację. Tuszyński urwał się na prawej stronie i dograł precyzyjnie w pole karne do Sarajewa, a Enen uderzył z bliskiej odległości, ale Buchalik skrócił kąt i obronił strzał zawodnika gości. Minutę później znów zawodnicy Lechii byli bliscy zdobycia bramki. Sadajew wyprzedził Stawarczyka w pojedynku biegowym, minął bramkarza i wycofał piłkę przed pustą bramkę, ale tam przejął ją Malinowski, a nie któryś z kolegów z drużyny Rosjanina. W 88. minucie Frankowski po prostopadłym podaniu wygrał pojedynek biegowy z Malinowskim, ale uderzył prosto w bramkarza Ruchu. Sytuacja Frankowskiego była ostatnią groźną w tym meczu. Żadna z ekip nie zdołała zdobyć bramki na wagę zwycięstwa i mecz zakończył się bezbramkowym remisem.











