Ruch zremisował u siebie bezbramkowo z Arką w meczu 11. kolejki Ekstraklasy. Spotkanie to z całą pewnością może aspirować do miana najnudniejszych meczów w tym sezonie. Miejmy nadzieję, że nie doczeka się wielu kontrkandydatów.
Na pierwszy strzał w meczu kibice zgromadzeni na stadionie przy ulicy Cichej musieli czekać 5 minut. Na uderzenie zza pola karnego zdecydował się Straka, ale futbolówkę bez problemów złapał Witkowski. Arka nie chciała pozostać dłużna, więc już minutę później również oddała strzał, a konkretniej zrobił to Paweł Zawistowski. Zawodnik zespołu z Gdyni kopnął jednak piłkę na tyle niecelnie, że Perdjić nie musiał interweniować. W pierwszej części gry piłkarze żadnej z drużyn nie stworzyli sobie żadnej okazji do zdobycia bramki. Jedynymi godnymi odnotowania sytuacjami były strzały z dystansu. Żaden z nich nie zaskoczył jednak bramkarzy i do przerwy mieliśmy remis po nudnej i bezbarwnej grze obu zespołów.
Od początku drugiej części gry dłużej przy piłce utrzymywał się Ruch. Gra toczyła się głównie na połowie gości. Bramkę próbował zdobyć m.in. Jankowski, lecz jego strzał bez problemu wyłapał golkiper gdynian. W 62. minucie przed kapitalną okazją do objęcia prowadzenia stanęli goście. Ivanovski zagrał futbolówkę do Labukasa, a ten znalazł się w sytuacji sam na sam z Perdjiciem. Litwin zachował się w tej sytuacji najgorzej jak mógł jego strzał wpadł bowiem wprost w ręce bramkarza Ruchu. W 67. minucie gospodarze mogli zdobyć gola. Pod dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka trafiła pod nogi Nykiela, który uderzył ponad poprzeczką.
Do końca spotkania nie oglądaliśmy już żadnych sytuacji, które warte byłyby odnotowania. Mecz był nudny niczym flaki z olejem, co z pewnością nie przynosi chluby żadnemu z zespołów. Wydaje się, że bardziej zadowoleni mogą być gracze Arki, którzy wywieźli punkt z trudnego terenu. Stylu, w jakim ten punkt został osiągnięty, za kilka dni nikt już nie będzie pamiętał, a jedno oczko może okazać się decydujące w walce o utrzymanie w Ekstraklasie.










