Widzew Łódź bezbramkowo zremisował z Ruchem Chorzów na własnym stadionie. Z rezultatu bardziej zadowoleni mogą być goście, mecz kończyli bowiem w dziewiątkę.
W pierwszej połowie gry na boisku dominowali gospodarze i mogą mieć pretensje tylko do siebie, a konkretnie do własnej niefrasobliwości, że nie strzelili gola. Już na początku spotkania w pole karne wbiegł Dzalamidze, ale nieczysto uderzył piłkę, która ostatecznie minęła słupek bramki. Chwilę potem przed szansą stanął Ben Radhia. Jego strzał również okazał się nieskuteczny. Najwięcej pretensji do siebie może mieć jednak Sernas. Najpierw w 23. minucie Litwin zmarnował sytuację sam na sam, strzelając wprost w golkipera Ruchu. W końcówce pierwszej odsłony również się nie popisał. Fatalnie przestrzelił, będąc w dogodnej sytuacji do zdobycia gola.
W międzyczasie swoje piętno na przebiegu meczu odcisnął arbiter. Marcin Borski podjął dość kontrowersyjną decyzję – po ostrym starciu z Mielcarzem na murawie leżał Grzyb. Sędzia uznał, że… doświadczony pomocnik próbuje wymusić rzut karny. Konsekwencją tej decyzji było pokazanie mu żółtej kartki, a że Grzyb miał już na swoim koncie indywidualną karę, musiał opuścić boisko. Z decyzją arbitra nie zgadzali się Djokić i Malinowski. Ich protesty również zostały szybko ostudzone żółtymi kartonikami.
Wydawałoby się, że gra w przewadze znacząco wpłynie na losy meczu. Nic bardziej mylnego. W drugiej połowie widzewiacy co prawda kontrolowali przebieg spotkania, ale nie umieli stworzyć sobie bramkowych okazji. Jeśli już doszli do sytuacji, w głupi sposób je marnowali. Mowa o Ukahu, Dzalamidze i Broziu.
Ruch, widząc indolencję strzelecką swoich rywali, wcale nie cofnął się do defensywy. Jego nieśmiałe ataki również kończyły się niepowodzeniem. Najlepszą sytuację gości zmarnował Janoszka, który w sposób imponujący uciekł obrońcom Widzewa, ale nie potrafił w trudnej pozycji skierować piłki do siatki.
W odpowiedzi zagrozili piłkarze Widzewa. Oddali dwa strzały z dystansu, ale ani uderzenie Brozia, ani Ostrowskiego nie leciały w światło bramki. Sporo w polu karnym namieszał Grzelczak. Dobrą interwencją wykazał się jednak Perdjić do spółki z chorzowskimi defensorami.
Ruch kończył spotkanie w dziewiątkę. W 85. minucie drugą żółtą kartkę obejrzał Djokić. Tym razem była to kartka zasłużona. Serb bardzo brutalnie zaatakował swojego rywala, przez co musiał opuścić plac gry.










