Ruch Chorzów wygrał na własnym stadionie z Cracovią 3:2. Kibice na brak emocji nie mogli narzekać, bo arbiter podyktował dwa rzuty karne, a oba zespoły ambitnie walczyły o zwycięstwo.
Na stadionie w Chorzowie kibice Ruchu nie mogli doczekać się pojedynku z Cracovią, bo pragnęli zobaczyć kolejny raz podopiecznych Jana Kociana w akcji. Zdawali sobie sprawę, że sąsiadująca drużyna z Krakowa nie będzie chciała odpuścić w starciu z gospodarzami, ponieważ chcieli się przełamać po ostatniej porażce z Lechem Poznań 1:6.

W pierwszych fragmentach meczu gospodarze próbowali wziąć sprawy w swoje ręce i atakować na bramkę drużyny przeciwnej, jednak goście z Krakowa grali bardzo konsekwentnie w formacji obronnej. W piątej minucie Budziński chciał zaskoczyć chorzowian strzałem z dystansu, ale Buchali doskonale wybronił i Cracovia musiała się zadowolić tylko rzutem różnym. Chwilę później Boljević dośrodkował piłkę w pole karne do Adama Marciniaka, który przedłużył akcję głową do Milosa Kosanovicia, a ten z kilku metrów nie dał szans golkiperowi Ruchu.
Gospodarze szukali różnych sposobów, by wrócić do równorzędnej walki. Często brakowało porozumienia, a także dokładności. Olbrzymia walka, ambicja oraz determinacja przyczyniła się do tego, że arbiter podyktował w 34. minucie rzut karny dla podopiecznych Jana Kociana. Stały fragment gry na gola zamienił Filip Starzyński, ale niewiele brakowało, aby Krzysztof Pilarz wybronił strzał przeciwnika. Do przerwy obraz gry nie uległ zmianie i na tablicy świetlnej widniał wynik 1:1.
Po przerwie każda z drużyn chciała przechylić szale zwycięstwa na swoją korzyść. Ruch był mocno uskrzydlony końcówką pierwszej połowy i po zmianie stron solidnie nacierał zespół dowodzony przez Wojciecha Stawowego. W 51. minucie Łukasz Janoszka miał sporo wolnego miejsca i oddał silny strzał z dalszej odległości, ale futbolówka minimalnie minęła bramkę. Kilka minut później gospodarze dopięli swego i wyszli na prowadzenie. Łukasz Janoszka dobrze podał do Dzwiniela, który strzałem tuż przy krótkim słupku umieścił piłkę w bramce.
Radość z prowadzenia nie trwała długo, bo w 62. minucie Helik faulował rozpędzonego Nowaka w polu karnym i sędzia wskazał na wapno, a także wyrzucił z boiska piłkarza Ruchu, pokazując mu czerwoną kartkę. Milos Kosanović pewnie wykorzystał rzut karny i doprowadził do wyrównania. Ten sam zawodnik w 69. minucie zdobył trzeciego gola w tym spotkaniu, lecz tym razem wpakował piłkę do niewłaściwej bramki. Wydawało się, że to Cracovia obejmie prowadzenie po raz drugi w tym meczu, a ponownie musiała odrabiać straty. Ostatecznie Ruch wygrał 3:2 i przeskoczył w tabeli drużynę gości, która była bliska zainkasowania chociaż jednego punktu, ale popełniała głupie błędy.











