Ruch Chorzów pokonał na własnym stadionie Koronę Kielce 2:0 (1:0) w ostatnim meczu 29. kolejki TME. Dzięki zwycięstwu „Niebiescy” wskoczyli na podium ekstraklasy. Korona ostatecznie zaprzepaściła swoje szanse na awans do pierwszej ósemki.
Ruch dominował przez całe spotkanie. Podopieczni Jana Kociana w końcu przełamali niechlubną serię trzech porażek z rzędu i pewnie ograli graczy z Kielc. Mieli mnóstwo sytuacji, a mimo to wykorzystali tylko dwie i to był najmniejszy wymiar kary. W drużynie gości sytuacje miał jedynie Chiżniczenko, ale kilka razy spudłował.

W 23. minucie groźną akcję przeprowadzili gracze Korony. Chiżniczenko wyszedł na czystą pozycję, ale arbiter przerwał grę, bo zawodnik był na pozycji spalonej. Trzy minuty później Starzyński zagrał do wbiegającego Zieńczuka, który w ostatniej chwili został zablokowany. Po chwili znów z dobrej strony pokazał się Starzyński, który ładnie uderzył z rzutu wolnego, ale minimalnie przestrzelił. Minutę później Dziwniel dograł w pole karne, a z woleja uderzył Zieńczuk, ale zabrakło centymetrów, aby trafił w bramkę. Po dziesięciu minutach znów Ruch ruszył do zmasowanego ataku. Najpierw Starzyński dośrodkował wprost na głowę Stawarczyka, jednak jego mocny strzał kapitalnie obronił Małkowski. Chwilę później Dziwniel ładnie rozegrał piłkę z Babiarzem i chciał podać w pole karne do Kuświka, ale napastnik „Niebieskich” był dobrze pilnowany i obrońcy wybili piłkę. Minutę przed końcem pierwszej połowy gospodarze wyszli na prowadzenie. Stawarczyk najwyżej wyskoczył do dośrodkowania z rzutu rożnego i mocnym strzałem głową zdobył bramkę do szatni.
W drugiej połowie nadal atakował Ruch. Dwie minuty po wznowieniu gry Starzyński podał do znajdującego się w doskonałym miejscu Kowalskiego. Zawodnik jednak zamiast dokończyć dzieła, chciał odegrać do Zieńczuka, ale piłkę wybili defensorzy „Scyzorów”. W 61. minucie Kowalski po raz kolejny dostał piłkę na piąty metr, tym razem mocno uderzył głową na bramkę i podwyższył wynik spotkania. Dwanaście minut później w końcu dobrą akcję przeprowadzili podopieczni trenera Pachety. Chiżniczenko znalazł się w sytuacji sam na sam, ale w ostatniej chwili zablokował go Stawarczyk. Kilka minut przed końcem znów przed świetną szansą stanął Kazach. Znów znalazł się w sytuacji sam na sam, ale tym razem strzelił minimalnie ponad bramką. W ostatniej minucie gry Ruch powinien całkowicie dobić rywali, ale po zamieszaniu w polu karnym ani Kuświk, ani Starzyński nie zdołali wbić piłki do siatki.











