W meczu otwierającym 17. kolejkę polskiej Ekstraklasy Piast Gliwice uległ rewelacji rozgrywek, Ruchowi Chorzów, 1:2, a wszystkie bramki padły w pierwszych trzech kwadransach. Tym samym podopieczni Waldemara Fornalika awansowali na trzecią pozycję w tabeli.
Ostatnią serię spotkań polskiej Ekstraklasy w 2009 roku otworzyła rywalizacja Piasta Gliwice z rewelacją tej rundy – Ruchem Chorzów. Faworytem starcia w Wodzisławiu zdecydowanie byli „Niebiescy”, lecz musieli sobie oni radzić bez Andrzeja Niedzielana, nieobecnego w kadrze Ruchu na tę potyczkę. Piast w tym właśnie upatrywał swoich szans, jednak ubytek w defensywie (nieobecność Kamila Glika) również mógł być decydującym aspektem w tym meczu.

Spotkanie fenomenalnie rozpoczęli chorzowianie. Już w 3. minucie fantastyczną asystą popisał się Wojciech Grzyb. Futbolówka trafiła do Artura Sobiecha, który z powietrza przymierzył w prawy róg bramki Macieja Nalepy i wyprowadził Ruch na prowadzenie. Lepszego początku przyjezdni nie mogli sobie wymarzyć. Gliwiczanie mimo utraty gola próbowali wyrównać. W 13. minucie okazję do tego miał Kamil Wilczek, który z 11 metrów uderzył piłkę głową. Z trudem w tej sytuacji interweniował Krzysztof Pilarz. Upór i konsekwencja w dążeniu do celu Piasta przyniosła efekt w 16. minucie. Świetne podanie otrzymał Jakub Biskup, który popularnym „zakosem” minął jednego z defensorów gości i, będąc już w polu karnym, pięknym strzałem w długi róg zapewnił swojej drużynie wyrównanie.
Niecały kwadrans przed końcem premierowej odsłony ponownie na prowadzeniu był Ruch Chorzów. Z rzutu rożnego z chirurgiczną precyzją dośrodkował Wojciech Grzyb, a Piotr Stawarczyk głową skierował futbolówkę do bramki. Nieporadnie zachowała się wtedy defensywa i golkiper gospodarzy. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie, a my byliśmy świadkami dobrych trzech kwadransów w Wodzisławiu. Obie drużyny wykazywały duże zaangażowanie, przez co tempo gry było wysokie. Co najważniejsze, już po 45 minutach oglądaliśmy trzy bramki. Oczekiwania wobec drugiej części mogły być zatem podobne.

Niestety rzeczywistość była inna. Tempo znacznie spadło, a gra się wyrównała. Piast starał się atakować, jednak próby stwarzania zagrożenia pod bramką Krzysztofa Pilarza były nieporadne. Chorzowianie wiedzieli, że 1:2 to rezultat, z którym nie mogą być pewni zdobyczy kompletu punktów, toteż od czasu do czasu gościliśmy w polu karnym gliwiczan. Wraz z upływem kolejnym minut coraz więcej pojawiało się niedokładnych podań i strzałów, czego skutkiem gra stała się „szarpana” i mało było w niej płynności. Kwadrans przed końcem losy meczu mogły być już przesądzone. W wyśmienitej sytuacji znalazł się Artur Sobiech, który na piątym metrze otrzymał futbolówkę i przed sobą miał tylko bramkarza Piasta. Napastnik „Niebieskich” jednak na tyle niefortunnie uderzył, że trafił wprost w Macieja Nalepę i w Wodzisławiu dalej widniał rezultat 1:2.











