Ruch Chorzów pokonał krakowską Wisłę w rzutach karnych 6:5. „Niebiescy” awansowali do finału Pucharu Polski po dramatycznej serii „jedenastek”.
Wisła od początku spotkania ruszyła do odrabiania strat – podopieczni Michała Probierza przejęli inicjatywę, zmuszając rywala do gry z kontry. Pierwszy strzał na bramkę zobaczyliśmy po dziewięciu minutach, lecz uderzenie Garguły zostało zablokowane przez jednego z obrońców. Siedem minut później piłka wylądowała w siatce gości. Nunez zaskoczył Matko Perdijicia strzałem z rzutu wolnego, lecz sędzia dopatrzył się faulu w ataku i bramki nie uznał. W 22. minucie kolejny faul, tym razem w polu karnym, wymusił na arbitrze podjęcie trudnej decyzji. Sędzia bez zastanowienia wskazał na wapno, a takich okazji nie zwykł marnować Cwetan Genkow.

Ten wynik wciąż promował do kolejnej rundy zespół Ruchu Chorzów, więc wiślacy nie ustawali w zmasowanej ofensywie. Jeszcze przed przerwą wynik meczu mogli podwyższyć Melikson i Genkow. Ten drugi nie trafił do siatki z pięciu metrów! Chorzowianie dopiero w ostatnich minutach pierwszej części spotkania zdołali zagrozić bramce Pareiki. Najpierw Piech został zablokowany przez obrońców Wisły, a potem Janoszka, zamiast szukać strzału, wolał oszukiwać sędziego efektownym upadkiem w polu karnym. Bez skutku.
Druga połowa to kontynuacja szturmu krakowian. Co prawda to chorzowianie pierwsi przeprowadzili akcję zaczepną, lecz kontra wiślaków przyniosła bramkę. Bohaterem akcji okazał się Siergiej Parejko, który długim podaniem uruchomił Meliksona, a ten uprzedził próbującego interweniować Perdijicia. W tym momencie Wisła była jedną nogą w półfinale.

Dopiero po drugim golu dla Wisły rozpoczął się mecz. Ruch nie miał wyjścia, musiał ruszyć do ataku, często jednak gubił się w defensywie, ułatwiając przeciwnikom zadanie. W 58. minucie po podaniu do własnego bramkarza goście sprokurowali rzut wolny pośredni z odległości ośmiu metrów, jednak wiślacy nie potrafili skorzystać z tego prezentu. Później groźnie szarżowali Iliew i Genkow. Dwukrotnie skuteczną interwencją popisywał się Lewczuk. Potem do ofensywy ruszyli chorzowianie i po faulu na Janoszce sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Paweł Abbott i po chwili na tablicy świetlnej widniał wynik 2:1. Ten rezultat dawał awans ekipie trenera Fornalika.












