Na stadionie przy ulicy Cichej w Chorzowie tamtejszy Ruch pokonał 2:1 PGE GKS Bełchatów. Bramki dla gospodarzy strzelali Maciej Jankowski i Wojciech Grzyb, lecz autorem najpiękniejszego gola był Maciej Małkowski, który zdobył bramkę dla bełchatowian po pięknym strzale z rzutu wolnego.
Od pierwszego gwizdka sędziego na boisku dominowali chorzowianie. Najaktywniejsi w zespole Ruchu byli Arkadiusz Piech i Wojciech Grzyb. Już w 3. minucie ten pierwszy był bliski zdobycia gola, lecz na przeszkodzie stanął dobrze interweniujący Sapela. Bełchatowianie pierwszą groźną akcję przeprowadzili dopiero w 18. minucie i gdyby Tomasz Wróbel zachował się mniej egoistycznie, to byłaby duża szansa na objęcie prowadzenia. W 24. minucie podopieczni trenera Waldemara Fornalika w końcu udokumentowali swoją przewagę golem. Po rozegraniu piłki z rzutu rożnego w polu karnym PGE GKS-u zrobiło się ogromne zamieszanie, najprzytomniejszy okazał się Djokić, a tor lotu piłki przeciął jeszcze Małkowski i golkiper gości nie miał większych szans na udaną interwencję.

W dalszej części meczu Ruch nadal przeważał. Bełchatów doszedł do głosu dopiero w 41. minucie, kiedy to po strzale głową Dawida Nowaka Matko Perdijić końcami palców odbił futbolówkę. W odpowiedzi dwie szarże Jankowskiego wprowadziły sporo zamieszania w szeregi zespołu trenera Bartoszka, lecz tym razem skończyło się tylko na strachu.
W drugiej połowie goście chcieli szybko odrobić straty. Determinacji wystarczyło jednak tylko na kilka minut, a potem nastąpiła piorunująca odpowiedź chorzowian. Wystarczyła jedna kontra i podanie Piecha do Grzyba, żeby pogrzebać marzenia piłkarzy PGE GKS-u na korzystny wynik. Pomocnik Ruchu znalazł się w wyśmienitej sytuacji i w pojedynku oko w oko okazał się lepszy od Łukasza Sapeli.

Wydawało się, że to już jest nokaut, zwłaszcza że goście wciąż nie potrafili stworzyć poważnego zagrożenia pod bramką gospodarzy. Jednak w 74. minucie na odważny strzał z rzutu wolnego z odległości około 30 metrów zdecydował się Maciej Małkowski. Piłka wpadła tuż pod poprzeczkę bramki rozpaczliwie interweniującego Perdijicia i nadzieje bełchatowian na korzystny wynik odżyły na nowo.











