W sobotę rozegrano kolejne trzy starcia rosyjskiej Premier Ligi. Zdecydowanie najciekawiej było w Kazaniu, gdzie mistrzowski Rubin zmierzył się z zawsze groźnym Rostowem. Czempioni, którzy gonią liderujący Zenit, uporali się ze swoim rywalem 2:1.
Pewniejszym kandydatem do zwycięstwa byli podopieczni Kurbana Bierdyjewa. Przemawiała za nimi głównie silniejsza kadra oraz prezentowana w ostatnim czasie forma. Mistrzowie kraju mieli również sporą motywację do dobrej gry w postaci chęci dotrzymania kroku Zenitowi oraz odzyskania zaufania w oczach kibiców po ostatniej wpadce z Sibirem. Rostów natomiast w lidze radził sobie kiepsko i nic nie wskazywało na to, by mógł w jakikolwiek sposób przeszkodzić Rubinowi.
Spotkanie rozpoczęło się w sposób wymarzony dla gości. Zaledwie po 180 sekundach gry prowadzący zawody Maksim Lajuszkin dopatrzył się przewinienia w polu karnym czempionów i odgwizdał rzut karny. Do piłki podszedł Aleksandr Pawlienko, lecz jego strzał został obroniony przez Siergieja Ryżykowa. Były pomocnik Rostowa do odbitej przez bramkarza piłki dopadł jako pierwszy i nie zmarnował dobitki, dając swojej ekipie prowadzenie. Radość przyjezdnych długo jednak nie trwała. Zaledwie siedem minut później było już 1:1 za sprawą uderzenia Bebarsa Natcho. Nim gracze Ołeha Protasowa pozbierali się po utracie gola, przegrywali już 1:2. Tym razem katem Antona Amielczenki okazał się sprowadzony z Wolfsburga Obafemi Martins.
Niedługo później mało brakowało, by Carlos Eduardo stanął oko w oko z bramkarzem Rostowa, lecz niebezpieczeństwo pod własną bramką zażegnał Dusan Andjelković. Po tym Rubin uspokoił grę. Zawodnicy Bierdyjewa nie forsowali tempa, szukając okazji do podwyższenia wyniku. Goście czekali na kontrataki, jak ten z 29. minuty, po którym kazańska defensywa przejęła dośrodkowanie Pawlienki. Pełno było ostrej gry i fauli. Po nieco ponad pół godzinie akcję przeprowadzili Martins z Ałanem Kasajewem, ale bez powodzenia.
W końcówce gospodarze przycisnęli. Uderzać na bramkę Amielczenki próbował Aleksandr Rjazancew, lecz piłka minęła słupek. Chwilę później białoruski bramkarz ładnie uprzedził wybiegającego do prostopadłego podania Martinsa. Przed gwizdkiem kończącym tę część meczu umiejętnościami błysnął aspirujący do reprezentacji Rosji Ałan Kasajew. Udało mu się minąć czterech rywali, lecz ci ostatecznie odebrali mu futbolówkę.
Trener Bierdyjew, mając korzystny wynik, raczej nie chciał przed potyczką z Panathinaikosem Ateny nadmiernie eksploatować Martinsa i Carlosa Eduardo. Obu nie wypuścił na drugą połowę, posyłając w ich miejsce Aleksieja Miedwiediewa i Siergieja Kornilenko. Na jej początku lepsze wrażenie zrobili goście. Najpierw niecelnie strzelał również wprowadzony w niej Mersudi Ahmetović, a chwilę później Ryżykow musiał poradzić sobie ze uderzeniem Timofieja Kałacziowa z bliskiej odległości. Po kilku minutach nie popisał się Kornilekno, próbując pokonać Amielczenkę. Po niewykorzystanym ataku białoruskiego napastnika i Kasajewa, z rzutu wolnego zaskoczyć bramkarza Rubinu chciał Kałacziow, lecz trafił w mur.
Im dłużej trwał mecz, tym widowisko było coraz gorsze. Mało było efektownej gry, a sporo niedokładności czy fauli. Od 65. minuty i dobrej okazji na pokonanie Ryżykowa przez Liebiedienkę, kibice zgromadzeni na stadionie mogli się czuć nieusatysfakcjonowani. W końcówce, po dośrodkowaniu napastnika Rostowa, przestrzelił Pawlienko. Po drugiej stronie nie popisał się Rjazancew. Gdy piłkarzy od ostatniego gwizdka dzieliło naprawdę niewiele, idiotycznie zachował się Jewgienij Baliajkin, który w odstępie 120 sekund obejrzał dwie żółte kartki. Ostatecznie wynik utrzymał się do samego końca, dzięki czemu Rubin przedłużył swoje matematyczne już szanse na wyprzedzenie lidera z Sankt Petersburga.










