Wielkim rozczarowaniem okazał się hit 25. kolejki Premier Ligi. CSKA Moskwa i Rubin Kazań nie spełniły pokładanych w nich oczekiwań i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Wynik ten niewątpliwie ucieszył liderów Premier Ligi, zawodników Zenitu Sankt Petersburg
Wskazanie faworyta tej potyczki sprawiało nieco problemów. Biorąc pod uwagę formę obu zespołów i personalia kadry, więcej szans na wygraną należało przyznać gospodarzom tej potyczki. Rubin, choć gra w kratkę, zawsze jest niebezpieczny, co pokazało chociażby starcie z Barceloną. Oba kluby do dobrej gry bardzo motywowała konieczność zwycięstwa, by móc dotrzymać kroku pewnie zmierzającemu po tytuł Zenitowi.
Zespoły dość aktywnie rozpoczęły mecz. Pierwsze minuty raczej należały do miejscowych. O sobie dawali znać między innymi Paweł Mamajew i Seydou Doumbia. Dośrodkowaniami z lewej strony próbował coś zdziałać Keisuke Honda, lecz jego podania nie trafiały do partnerów. W 7. minucie doszło do kontrowersyjnej sytuacji. Carlos Eduardo próbował ograć Siergieja Ignaszewicza, po czym domagał się odgwizdania rzutu karnego, lecz sędziowski gwizdek milczał. Powtóki telewizyjne dowiodły jednak racji Brazylijczyka. Po kwadransie dobre prostopadłe zagranie dostał Obafemi Martins, lecz przy piłce pierwszy był Igor Akinfiejew.
Niedługo później Mamajew podaniem na wejście próbował obsłużyć Vagnera Love, lecz to zagranie nie za bardzo mu się udało. Z czasem przewagę osiągać zaczął CSKA. Wciąż aktualnych mistrzów Rosji stać było na nieliczne kontrataki, jak ten z 26. minuty, po którym na spalonym złapany został Witalij Kalieszyn. Przed upływem pół godziny gry czempioni wywalczyli pierwszy rzut rożny w tej potyczce, po którym uderzał Carlos Eduardo. Na jego nieszczęście piłka ostatecznie wylądowała w rękach Akinfiejewa.
W ostatnim kwadransie przycisnęli nieco mistrzowie. Z rzutów wolnych zagrozić bramce miejscowych bez powodzenia próbowali Kasajew i Christian Noboa. Bliski pokonania pierwszego golkipera „Sbornej” był Salvatore Bocchetti, ale futbolówka po jego główce minimalnie minęła słupek. Ostatecznie żadne bramki w tej części meczu jednak nie padły.
Druga połowa nie rozpoczęła się efektownie. Pełno było niedokładności zarówno w grze „Wojskowych”, jak i powoli ustępujących mistrzów Rosji. Na początku udaną interwencją popisał się Bocchetti, wyprzedzając Doumbię. Jednak na kolejną niezłą akcję musieliśmy poczekać aż dziesięć minut. W jej finalnym momencie Mark Gonzalez zawalił dośrodkowanie, który wylądowało w dłoniach Siergieja Ryżykowa. Golkiper Rubinu po kwadransie gry popełnił poważny błąd przy wyjściu na przedpole. Na jego szczęście z prezentu nie skorzystał Doumbia.
Kibice ożywili się dopiero w 63. minucie, kiedy po raz kolejny golkiper Rubinu mógł mówić o farcie. Po uderzeniu Marka Gonzaleza z 27 metrów piłka zatrzymała się na słupku. 120 sekund później Vagner Love minął Bocchettiego i stanął niemal oko w oko z bramkarzem rywali. Mimo asysty włoskiego defensora, udało mu się oddać strzał, który minimalnie minął słupek. Goście potrafili odpowiedzieć jedynie kiepskim dośrodkowaniem Rjazancewa i nie najlepszym strzałem Navasa. W 73. minucie po raz kolejny niebezpiecznie zrobiło się w polu karnym Ryżykowa. Tym razem niewiele zabrakło główce Bieriezuckiego.










