W niedzielę w Premier Lidze nie brakowało emocji. Piłkarze robili wszystko, co mogli, by zapewnić swoim teamom jak najkorzystniejsze rezultaty. Padło też wiele goli. Miało miejsce kilka ciekawych rozstrzygnięć. Dotyczy to zwłaszcza meczów na szczycie.
W najbardziej prestiżowym starciu kolejki zmierzyli się ze sobą aktualny lider oraz team, który przez długi okres dotrzymywał mu kroku w ligowej tabeli. Za faworytów raczej należało uznać ekipę Rubinu, który ostatnio nie przegrał od 10. maja, a trzy poprzednie konfrontacje kończyli w glorii triumfatorów. Amkar ostatnio spisywał się słabiej. Co prawda, przed tygodniem udało mu się pokonać FK Moskwa, ale szalę zwycięstwa na swoją korzyść przechylili dopiero w doliczonym czasie gry. Na początku widzowie zgromadzeni na stadionie Zwiezda w Permie obserwowali typowe piłkarskie szachy. Przeciwnicy wzajemnie się badali, starając się zanadto nie odkrywać. Jako pierwsi wyraźniej zaatakowali goście, jednak miejscowi umiejętnie się bronili. Gospodarze starali się skutecznie kontrować, jednak defensywa gości również spisywała się bez zarzutu. Wynik 0-0 na koniec pierwszej połowy jest nie tyle zasługą Siergiejów Narubina i Ryżikowa, co postawy obu bloków obronnych.
Po przerwie sytuacja na boisku uległa zmianie. Tener gospodarzy, Miodrag Bożović nakazał swoim zawodnikom odważniejszą grę i jak najszybsze dążenie do zdobycie bramki. Przyniosło to efekt niemal natychmiast. Zaledwie po trzynastu minutach drugiej części spotkania doszło do przewinienia w polu karnym Ryżikowa. Do piłki ustawionej 11 metrów od bramki podszedł Martin Kusziew i dopełnił formalności. To jednak nie podcięło skrzydeł gościom, którzy starali się doprowadzić do wyrównania. Minęło 600 sekund, a gola na 1-1 zdobył Aleksandr Bucharow, a zaledwie 5 minut później 18 i pół tysiaca widzów w Permie uciszył Christian Noboa. Amkar starał się strzelić drugą bramkę, jednak na obronę kazańczyków było to za mało. Rubin pokonał 2-1 Amkar, czym postawił pod ścianą Dynamo, które, jeśli chciało utrzymać czteropunktową stratę, musiało wygrać z FK.
Starcie z „Obywatelami” podopieczni Andireja Kobieliewa rozpoczęli ofensywnie. Zależało im na jak najszybszym objęciu prowadzenia. Jednak podbudowani wyelminowaniem Legii Warszawa z Pucharu UEFA goście umiejętnie odpierali ich ataki, potrafiąc jednocześnie udanie skontrować. Jednak ich akcje z łatwością przerywali defensorzy gospodarzy, wśród których pierwszoplanową rolę grał Marcin Kowalczyk. FK tak naprawdę niespisywał się rewelacyjnie. Piłkarze Olega Błochina popełniali błędy, a największą bolączką ich przeciwnikó było to, że nie potrafili ich wykorzystać. Do przerwy utrzymał się wynik bezbramkowy.
W drugiej połowa rozpoczęła się tak, jak zakończyła się pierwsza. Mnożyły się błędy, zwłaszcza te niewymuszone. W ekipie Dynama bardzo widoczny był brak Portugalczyka Danny’ego, który za 30 milionów euro został sprzedanu do Zenitu Sankt Petersburg. Z czasem jednak „Biało-niebiescy” zaczęli przyciskać. Miało to miejsce zwłaszcza w końcówce, kiedy to zawodnicy poznali rezultat spotkania w Permie i zaczęło im bardziej zależeć na zdobyciu trzech oczek. Na 120 sekund przed końcem wydawało się, że dotrzymają kroku Rubinowi. Wtedy Dmitrij Kombarow, niczym jego brat w starciu właśnie z mistrzami Rosji, da swojej drużynie zwycięstwo. Oleg Błochin postawił wszystko na jedną kartę i przyniosło to efekt. W doliczonym czasie gry Futbolny Klub, niczym reprezentacji Turcji w ćwierćfinale z Chorwacją, wyrównała i odebrała piłkarzom Andrieja Kobieliewa cenne 2 punkty. Na dziesięć spotkań przed końcem sezonu kazańczycy mają już 6 punktów przewagi nad Dynamem. Jednak Marcin Kowalczyk i spółka okazję do odrobienia strat będą mieli już w przyszłym tygodniu, kiedy to zawitają do Kazania.










