Różne oblicza Małeckiego


21 lutego 2012 Różne oblicza Małeckiego

W swoim krótkim życiu Patryk Małecki zdążył już odnieść (dosłownie) kilka sukcesów sportowych, ale dużo częściej mówi się o jego wybrykach. Jeśli się chwilę zastanowić, to w tym ostatnim aspekcie można go porównać do kilku futbolowych sław.


Udostępnij na Udostępnij na

Małecki jak Carlos Tevez…

… czyli „obraziłem się na was i na boisko nie wyjdę, bo nie.” Argentyńczyk mniej więcej to powiedział Roberto Manciniemu w spotkaniu Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium, a „Mały” – Kazimierzowi Moskalowi przed meczem z Zagłębiem Lubin. Różnica jest taka, że „Carlito” jego obrażalskie zachowanie kosztowało już tyle, ile gracz Wisły (z całym szacunkiem) prawdopodobnie nie zarobi przez całą karierę, choć teraz raczej nie straci „marnych 30 tysięcy miesięcznie”. Poza tym ostatnio Tevez się chyba „odobraził” i być może wróci wkrótce do łask trenera, w przypadku Małeckiego na razie się na to nie zanosi, ale oczywiście Cupiał może szybko zmienić zdanie.

Małecki jak Arjen Robben…

Czy Patryk Małecki (z lewej) w końcu wyjdzie na prostą?
Czy Patryk Małecki (z lewej) w końcu wyjdzie na prostą? (fot. Rafał Rusek /igol.pl)

… czyli „nie podam ręki trenerowi, bo zdjął mnie z murawy.” Holendrowi zdarzyło się to w półfinale Ligi Mistrzów z Lyonem. Schodził z boiska w glorii chwały, bo chwilę wcześniej zapewnił swojej drużynie zwycięstwo pięknym golem. Jak widać, Patryk lubi podpatrywać najlepszych, ale zapomniał chyba, że w spotkaniu ze Standardem on akurat był pierwszy w kolejce do zmiany. Poza tym Robben natychmiast przeprosił, jak widać, opanowanie wzrasta chyba wraz z umiejętnościami piłkarskimi.

Małecki jak Roy Keane…

… czyli „piknikom mówimy stanowcze NIE.” Patryk bierze też chyba przykłady z nieco dalszej przeszłości. Pod koniec XX wieku Keane stwierdził, że niektórzy „kibice” (w mniemaniu obu panów w cudzysłowie) na Old Trafford nie potrafiliby nawet przeliterować słowa „futbol”, a co dopiero go zrozumieć. Do słownika wszedł nawet zwrot „prawn sandwich brigade” (czyli takie nasze „pikniki”). Małecki postanowił pójść dalej od swojego „mentora”, nawet Irlandczyk nie wysyłał bowiem nikogo do niebieskiej części Manchesteru. Można dostrzec jeszcze jedną różnicę – na angielskich stadionach jadało się (przynajmniej wtedy) kanapki z krewetkami, a u nas – kiełbasę.

Małecki jak Jose Mourinho…

… czyli „please don’t call me arrogant, but I’m European champion and I think I’m a special one.” Może Patryk nigdy nie dał tego do zrozumienia tak wprost jak Portugalczyk, ale cały czas zachowuje się, jakby tak było. Poza tym różnica jest taka, że „Mały” nie jest mistrzem Europy (przynajmniej nie w piłkę). Jak widać, Mourinho prosi też, żeby nie nazywać go arogantem, a Małecki już nie – spróbowalibyście go tak nazwać, biada Wasza! Choć to może dlatego, że Jose nie odniósł jeszcze tak spektakularnego sukcesu jak mistrzostwo Polski.

Małecki jak Ibrahimović…

… czyli „to ja będę strzelał karnego.” Rok 2003, mecz eliminacji Euro 2004, Szwecja vs. San Marino. Gospodarze prowadzą 4:0, 81. minuta meczu, karny dla faworytów. Uderzać miał Kaellstroem, ale strzał ukradł mu Zlatan, który sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość. Rok 2009, znowu eliminacje Euro, tym razem jednak U-21, Polska podejmuje Holandię. Przy stanie 0:0 karny dla gospodarzy, do wykonania „jedenastki” wyrywa się Małecki. Upiera się, bierze piłkę pod pachę, ustawia ją tam, gdzie trzeba, bierze rozbieg i… broni Tim Krul. Ostatecznie „Biało-czerwoni” przegrywają 0:4. Jak widać, Małecki czerpie i od napastnika Milanu, szkoda tylko, że nie ćwiczył z nim jeszcze wykonywania tych karnych.

Małecki jak Balotelli…

… czyli „kłopoty co pięć minut.” Ci dwaj są bardzo podobni – młodzi, zdolni, ale również zarozumiali i stale pakujący się w kłopoty. Wygląda to czasem tak, jakby jeden swoją wpadką chciał przebić drugiego. Patryk zapewne o Włochu już słyszał, czy działa to w drugą stronę, trudno powiedzieć, choć może ktoś napomknął „Super Mario” przy okazji jego wizyty z kadrą we Wrocławiu, że jeśli chodzi o wybryki, ma w naszym kraju godnego siebie rywala? Cóż, przynajmniej na tym polu mogą rywalizować.

Małecki jak Janczyk…

… czyli „kolejny zmarnowany talent?” Niestety, mimo zabawnych porównań, zakończyć trzeba smutną refleksją, która nieuchronnie się zbliża. Obaj panowie wymiatali podczas mistrzostw świata U-20 w Kanadzie, obaj bardzo utalentowani. Dawid wyjechał za granicę, był wielki transfer, wielkie perspektywy. A teraz co jest? Ostatnio testy w drugiej lidze irlandzkiej. Różnica między obydwoma jest taka, że Małecki jeszcze nie obrósł tłuszczem i przy nim w kontekście podanym w cudzysłowie można postawić na razie znak zapytania.  Patryku, nie idź śladami kolegi, zmądrzej!

Najnowsze