Sobota upłynęła w Rosji pod znakiem zwycięstw faworytów. Prawie wszyscy typowani do wygranej schodzili z boiska jako triumfatorzy. Zawiodły tylko Krylja, remisując z Rostowem. Pod wodzą tymczasowego szkoleniowca w osobie Walerego Karpina z trzech punktów mógł wreszcie cieszyć się Spartak.
Teoretycznie wytypowanie faworyta starcia Spartaka z Terekiem nie powinno być dla nikogo problemem. Jednak, patrząc na postawę obu zespołów w obecnym sezonie, należało zachować ostrożność. Czeczeni spisywali się nadspodziewanie dobrze, zajmując miejsce w górnej połowie tabeli Premier Ligi. Natomiast „Czerwono-biali” zdecydowanie zawodzili. Po odpadnięciu z Pucharu Rosji stracili wszelkie szanse na udział w europejskich pucharach. Do potyczki na Łużnikach team „Miaso” przystępował pod wodzą dyrektora generalnego Walerego Karpina, który tymczasowo przejął zespół po zwolnionym Michaelu Laudrupie. Od pierwszych minut Spartak dał swoim przeciwnikom do zrozumienia, że walczy tylko o komplet punktów. Mógł prowadzić po 240 sekundach gry, ale strzał Martina Jiranka i dobitka Iwana Sajenki okazały się nieskuteczne. Pięć minut później Andriej Dzikań w wielkim stylu wybronił zmierzające pod poprzeczkę uderzenie Wellitona. W odpowiedzi gracze Tereka umieścili futbolówkę w siatce Sosłana Dżanajewa, ale sędzia Nikołaj Iwanow dopatrzył się spalonego. Wtedy rozpoczął się festiwal ofensywny gospodarzy. Moskwianie co chwila ostrzeliwali bramkę przeciwników, dając Dzikaniowi możliwość wykazania się bramkarskim kunsztem. Tylko swojemu „wratarowi” zawodnicy Wiaczesława Groznego zawdzięczali to, że do przerwy nie stracili gola. Golkiper przyjezdnych, niczym Artur Boruc na Euro 2008, bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach, parując między innymi uderzenia Sajenki, Alexa i Władimira Bystrowa. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.

Druga część meczu również zaczęła się od dominacji Spartaka. Po siedmiu minutach gry w sytuacji sam na sam lepszy od Sajenki okazał się Dzikań. 120 sekund później Terek stracił Michaiła Miszczienkę, który otrzymał czerwoną kartkę za brutalny faul na Bystrowie. Ataki „Miaso” nabrały większego animuszu. W 72. minucie wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Denis Bojarincew dośrodkował w „szesnastkę” gości. Pierwszy do piłki dopadł golkiper Czeczenów. Popełnił jednak fatalny błąd, a Bystrow nie zmarnował prezentu i dał swojemu teamowi prowadzenie. Trener Grozny zareagował ofensywnymi zmianami. Te jednak przyniosły odwrotny skutek. 480 sekund przed końcem meczu w pole karne przyjezdnych wpadł Artiom Dziuba. Młody napastnik skupił na sobie obrońcę, a następnie podał do Welltiona. Brazylijczyk tylko dopełnił formalności. Spartak kontrolował mecz i jak najbardziej zasłużenie wygrał 2:0.To zwycięstwo na pewno podbuduje zespół „Miaso”, który w przyszłym tygodniu czeka ciężka wyprawa do Kazania. Terek o punkty powalczy z Saturnem.










