Sobota w Premier Lidze nie zawiodła przede wszystkim pod względem bramkowym. W czterech meczach piłkarze dziewięciokrotnie wpisywali się na listę strzelców. Najwięcej emocji było zdecydowanie w Permie, gdzie niespisujący się w tym sezonie najlepiej Amkar był bliski wywołania ogromnej sensacji.
Zdecydowanymi faworytami potyczki na stadionie Zwiezda w Permie byli gracze Rubinu Kazań. Praktycznie przemawiało za nimi wszystko. Mieli większą siłę rażenia, dysponowali silniejszą kadrą, o wiele lepiej spisywali się w lidze. Przed dziewiątą kolejką czempioni w tabeli Premier Ligi znajdowali się na szczycie, a ich przeciwnicy prawie na dnie. Po odejściu Miodraga Bożovicia widać po „Permiakach”, że nie są już tą samą drużyną, która w ubiegłym sezonie wywalczyła czwarte miejsce. Do tego meczu Dimitar Dimitrow i jego podopieczni podeszli maksymalnie skoncentrowani. Na początku spotkania to oni byli stroną przeważającą, choć ich ataki nie czyniły wielkiego zagrożenia pod bramkę Siergieja Ryżykowa. Defensorzy gości jednak umiejętnie radzili sobie z atakami miejscowych. Tymczasem przyjezdni nie angażowali się zbytnio w ofensywę, czekając na to, co pokaże Amkar. Na poważnie czempioni wybrali się w pole karne Siergieja Narubina w 20. minucie. Alejandro Dominguez skupił na sobie uwagę obrońców, po czym odegrał do Romana Adamowa, a ten, mimo obecności szóstki permian, trafił do siatki. Chwilę Później były gracz FK Moskwa mógł podwyższyć na 2:0, ale udanie powstrzymał go Wiaczesław Kałasznikow. Prowadzenie Rubinu trwało zaledwie siedem minut. Po błędzie zdobywcy bramki gospodarze przeprowadzili szybki kontratak, a futbolówka trafiła do Jeana Carlosa. Brazylijczyk wpadł w pole karne, ograł Aleksieja Popowa i pewnym strzałem nie dał szans Ryżykowowi. Bohater Permu długo sobie jednak nie pograł. Po faulu któregoś z rywali doznał kontuzji i musiał opuścić plac gry. Nadal przeważał Amkar. Na 300 sekund przed przerwą sędzia odgwizdał rzut karny dla gospodarzy. Pewnym egzekutorem okazał się Martin Kusziew. Do przerwy Amkar nieoczekiwanie, ale zasłużenie prowadził 2:1.
Dwie minuty po wznowieniu gry miejscowi mogli prowadzić wyżej, ale do mocnego zagrania Gieorgiego Piejewa spóźnił się Kusziew. 240 sekund później w „szesnastce” Ryżykowa padł Iwan Starkow, ale sędziowski gwizdek tym razem milczał. Premianie dość często organizowali akcje zaczepne. Dla odmiany Rubin bardzo rzadko potrafił stworzyć zagrożenie pod bramką Narubina. Golkiper gospodarzy mógł się bać właściwie tylko przy stałych fragmentach gry. Jednak mistrzowie egzekwowali je na tyle niedokładnie, że defensorzy Amkara potrafili szybko zażegnać niebezpieczeństwo. Kurban Bierdyjew na brak poprawy w grze swoich podopiecznych zareagował zmianami. Wpuścił Andrieja Gorbańca w miejsce Rebrowa i Hasana Kabze za Adamowa. W 76. minucie fatalny błąd popełnił Narubin. Wyszedł on poza swoje pole karne i, chcąc wybić piłkę, trafił w swojego kolegę z drużyny. Na jego szczęście futbolówka nie wpadła do siatki ani nie przejął jej żaden z przeciwników. Czas mijał, a wynik się nie zmieniał. Czempioni stawali się coraz bardziej nerwowi, ale nie potrafili przedrzeć się przez defensywę Amkaru. Gdy wydawało się, że permianie sensacyjnie wygrają mecz, piłka w polu karnym miejscowych trafił do Kabze. Turek, widząc atakujących go rywali, szybko odegrał do Siergieja Siemaka, a ten uratował Rubinowi remis. Mistrzowie Rosji w doliczonym czasie gry zdobyli bramkę, na którą w ogóle nie zasłużyli. Dlatego kazańczycy mogą mówić o sporym szczęściu. Za tydzień obie jedenastki czekają ciężkie starcia. Podopieczni Dimitara Dimitrowa zmierzą się na wyjeździe ze Spartakiem Moskwa, a Kurbana Bierdyjewa u siebie z Lokomotiwem.










