Pomimo że zaplanowane na niedzielę potyczki nie prezentowały się tak prestiżowo, jak starcia sobotnie, kibice piłkarscy w największym kraju świata na brak emocji narzekać nie mogli, także tych negatywnych. Najbardziej zawiedli się fani CSKA, który sensacyjnie poległ u siebie z beniaminkiem z Rostowa. Na miarę oczekiwań spisał się FK, ponownie pokonując Tom.
Zdecydowanym faworytem meczu na Łużnikach byli „Wojskowi”. Chyba nikt, poza najbardziej zagorzałymi kibicami z Rostowa, nie dopuszczał do siebie myśli, że podopieczni Zico mogą nie zdobyć w niedzielę kompletu punktów. Za moskwianami przemawiało praktycznie wszystko: potencjał, siła rażenia, prezentowana forma oraz statystyka bezpośrednich spotkań. Jednak zbytnia pewność siebie i lekceważenie faworyta często okazuje się brzemienne w skutkach, o czym przekonali się aktualni wicemistrzowie Rosji. Pierwsze dwa strzały w tej konfrontacji oddali goście – Dmitrij Akimow i Hong Yong-jo. CSKA groźniej odpowiedział dopiero po 10 minutach gry, gdy wysoko ponad bramką uderzał Milos Krasić. 420 sekund później miejscowi cieszyli się z gola. Jego zdobywcą okazał się Jewgienij Ałdonin. Przyjezdni starali się jak najszybciej odrobić straty. Jednak defensorzy ze stolicy uniemożliwili dokładne uderzenie Igora Liebiedienki, a Kulczija ubiegł Igor Akinfiejew. „Wojskowi” utrzymywali się przy piłce, starając się nie dopuścić do niebezpieczeństwa pod własną bramką. Gdy szczęścia w „szesnastce” rywali spróbował Maksim Astafjew, od razu powstrzymali go Wasilij Bieriezucki z Pawłem Mamajewem. Jednak chwilę później obrona miejscowych okazała się bezradna. Piłkę w polu karnym przyjął Liebiedienko. Po jego strzale futbolówka odbiła się od Gieorgija Szcziennikowa i wpadła do siatki CSKA. Jeszcze przed przerwą mogło być 2:1 dla gości, ale uderzenie Akimowa zostało zablokowane.

Początek drugiej połowy okazał się wręcz wymarzony dla zawodników z Rostowa. W zamieszaniu pod twierdzą Akinfiejwa główkowali Akimow, Osinow i Hong. Koreańczyk z północy uczynił to skutecznie i zaledwie po 180 sekundach gry po przerwie to podopieczni Olega Dołmatowa byli na prowadzeniu. W Moskwie zaczęło pachnieć sensacją. Zico zareagował zmianami, wprowadzając w miejsce bezproduktywnych Mamajewa i Tomasa Necida Dmitrija Ryżowa i Ouwo Moussę Maazou. Chwilę później pierwszy ze zmienników popisał się dobrym dośrodkowaniem zmarnowanym przez Krasicia. Tymczasem Rostow bez respektu dla utytułowanego przeciwnika dążył do podwyższenia prowadzenia. Akinfiejew sparował jednak strzał Liebiednki. Za to CSKA wyraźnie nie szło. Im bliżej bramki Wieniamina Mandrykina, tym słabiej rozwijały się akcje ofensywne wicemistrzów Rosji. W 73. minucie mogło być po meczu. Ałdonin powalił w swojej „szesnastce” Akimowa. Do wykonania rzutu karnego podszedł Michaił Osinow, ale przegrał pojedynek z pierwszym golkiperem Sbornej. „Wojskowi” robili co mogli, ale nie potrafili się przedrzeć przez szczelną defensywę przyjezdnych. Podopieczni Zico sensacyjnie przegrali z beniaminkiem z Rostowa 1:2. Zamiast spodziewanego awansu na fotel lidera w Moskwie pozostała gorycz i niesmak. Zapewne najbardziej z wyniku na Łużnikach zadowolony jest Wieniamin Mandrykin – były golkiper wicemistrzów kraju, który w teamie ze stolicy był tylko zmiennikiem Igora Akinfiejwa. Za tydzień Rostów podejmie Zenit, a CSKA zmierzy się na wyjeździe z przewodzącymi w tabeli Kryljami.











