Choć w 16. kolejce zmagań na rosyjskich próżno szukać starć gigantów, nie brakowało emocji. Te szczególnie miały miejsce w Tomsku, gdzie miejscowy Tom podjął moskiewskiego CSKA. „Wojskowi” co prawda wygrali, lecz ta potyczka wcale nie okazała się dla nich spacerkiem.
Na papierze zdecydowanymi faworytami byli przyjezdni. Za ich zwycięstwem przemawiało praktycznie wszystko, zwłaszcza silniejsza kadra oraz doświadczenie zdobyte zarówno w lidze, jak i w rozgrywkach międzynarodowych. Szczególną motywację do pokonania Tomu miał opiekun gości, Zico, na którego w ostatnim czasie spada ogromna fala krytyki. Tomszczanie jednak wcale nie stali na straconej pozycji. W tym sezonie sprawiali już niespodzianki, jak chociażby w drugiej serii spotkań, kiedy sensacyjnie pokonali… CSKA po bramce Gorana Maznova strzelonej podczas pierwszych 60 sekund. Na ich korzyść przemawiało również osłabienie przyjezdnych, którzy nie mogli skorzystać ze sprzedanego do Chelsea Jurija Żyrkowa i zdyskwalifikowanego za czerwoną kartkę Vagnera Love.
Z początku więcej ochoty do gry przejawiali goście. Blok defensywny „Wojskowych” jednak nie dopuszczał do zbytnich spięć pod bramką Igora Akinfiejewa, a przy próbach strzałów bez problemów radził sobie pierwszy golkiper Sbornej. Jego koledzy z pola pierwszy strzał oddali dopiero po 10 minutach. Milos Krasić trafił wtedy w boczną siatkę. 300 sekund później miejscowi egzekwowali rzut wolny. Niezdecydowanemu golkiperowi przyjezdnych udało się wybić uderzenie z 25 metrów i na jego szczęście Siergiej Skobljakow dobił piłkę na tyle niedokładnie, że ta znalazła się wprost w jego rękach. Gospodarze przekonali się wtedy, że nie taki diabeł straszny i odważniej ruszyli do walki. Między innymi szczęścia z dystansu próbował Aleksandr Charitonow, ale wyraźnie spudłował. W 25. minucie podopieczni Walerego Niepomiaszczego dostali ostrzeżenie od przeciwników w postaci spalonego Krasicia po zagraniu Ałana Dzagojewa. Nie wyciągnęli jednak z niego wniosków, za co 120 sekund później słono zapłacili. Uznany odkryciem roku 2008 Dzagojew wyprowadził kontratak, ładnie wypatrzył zastępującego Vagnera Love Ricarda Jesusa, Brazylijczyk oddał futbolówkę Krasiciowi, a ten w sytuacji sam na sam nie dał szans Aleksiejowi Poljakowowi. Dosłownie chwilę później podopieczni Zico zadali kolejny cios. Tym razem Serb zauważył wychodzącego na pozycję Dzagojewa, a pochodzący z Osetii Północnej pomocnik przerzucił futbolówkę nad golkiperem rywali, umieszczając ją przy dalszym słupku jego bramki. Dwa gola wyraźnie dodały CSKA skrzydeł i wprowadziły nerwowość wśród zawodników Tomu. W ataku nie grali już tak pewnie, dając się łatwiej powstrzymać rywalom. Pod koniec pierwszej połowy w niezłej sytuacji znalazł się kat moskwian z drugiej kolejki, Goran Maznov. Lepszy okazał się jednak Akinfiejew. Tuż przed przerwą przyjezdni zarobili jeszcze rzut wolny. Do futbolówki podszedł Siergiej Ignaszewicz, ale nie potrafił wcelować w bramkę, przez co utrzymał się wynik 0:2.
Druga połowa rozpoczęła się od lekkiej wymiany ciosów. Najpierw defensorzy z Tomska złapali na spalonym Dzagojewa, a chwilę później nieudanie w „szesnastkę” podopiecznych Zico dośrodkowywał Witalij Wołkow. Po 360 sekundach gry w tej części meczu Ricardo Jesus wywalczył rzut wolny. Piłkę ustawił sobie 19-letni Osetyjczyk, lecz jego strzał na długi słupek na korner wybił Dmitrij Smirnow. Rozgrywający „Wojskowych” zaraz po ładnie wypatrzył wychodzącego sam na sam z Poljakowem Krasicia, ale podał mu za mocno. Nie minął kwadrans gry w drugiej połowie, gdy sędzia Aleksandr Gwardis odgwizdał faul na Chartinowie. Na strzał ze stojącej piłki zdecydował się Maznov i nie dał szans Akinfiejewowi, który mógł tylko patrzeć, jak futbolówka wpada do siatki. Moskwianie, nie chcąc mieć w perspektywie kolejnego blamażu, wzięli się ostro do pracy i przyniosło to efekt. W 64. minucie w pole karne Poljakowa wdarł się Krasić, po czym dośrodkował wzdłuż linii końcowej. Do piłki pierwszy dopadł Ricardo Jesus, podwyższając na 3:1 dla przyjezdnych. 180 sekund później znowu się zrobiło gorąco. Po przewinieniu Ignaszewicza sędzia zarządził rzut karny wykorzystany przez Dmitrija Miczkowa. Obie drużyny atakowały. Tomowi zależało na wyrównaniu, gościom na dowiezieniu korzystnego rezultatu do końca. Na niecelny strzał Maznova „Wojskowi” odpowiedzieli tym samym w wykonaniu Krasicia. Na osiem minut przed końcem wprowadzony na boiska z miejsce Jesusa Tomas Necid zagrał futbolówkę do Dzagojewa, lecz uderzenie Osetyjczyka z Północy okazało się słabe i niecelne. W tym okresie wyraźnie przycisnął CSKA, szukając czwartego gola. Jednak zarówno młody rozgrywający, jak i Krasić i Ignaszewicz nie pokonali Poljakowa. Tuż przed ostatnim gwizdkiem ataków rozpaczy spróbował Tom, ale nie zdążył. Moskwianie pokonali tomszczan 3:2 i zachowali kontakt z czołówką. Ta wygrana na pewno podbuduje podopiecznych Zico przed przyszłotygodniową potyczką z Amkarem. Tom wciąż jest jest w bezpiecznej odległości od strefy spadkowej.










