W 26. kolejce Serie A nie było zaskakujących rozstrzygnięć. Na brak emocji nie można było jednak narzekać. Czerwone kartki, trudne warunki i grad goli sprawiły, że każde spotkanie rozgrywane dzisiejszego popołudnia było ucztą dla oka spragnionego wrażeń kibica.
Juventus – Siena 3:0
Spotkanie odbyło się na Juventus Stadium. Początek okazał się niełatwy dla gospodarzy. Siena dobrze się broniła, a „Starej Damie” brakowało skuteczności. Przez 30 minut w zasadzie nie zdarzyło się nic interesującego, przez co mecz wydawał się nudny. Kibice pierwszą bramkę zobaczyli właśnie dopiero w 30. minucie. Świetną i zarazem niespodziewaną wrzutką popisał się Mirko Vucinić. Futbolówka trafiła pod nogi wchodzącego ze skrzydła Lichtsteinera, który wpakował ją do bramki przy złej interwencji Gianluki Pegolo.
Negatywnymi bohaterami tego spotkania byli sędziowie liniowi. Co rusz unosili chorągiewki, sygnalizując spalonego, którego nie było. Zdecydowanie utrudniali piłkarzom grę przez swoje błędy.

W pierwszej części więcej emocji nie było. Gra była monotonna, a Buffon praktycznie ani razu nie musiał interweniować, gdyż Siena nie stwarzała żadnego zagrożenia pod jego bramką. Jednak skromna zaliczka Juventusu przed przerwą mimo wszystko nie gwarantowała jeszcze zwycięstwa w tym pojedynku.
Druga część meczu wyglądała podobnie jak pierwsza. Dopiero w 74. minucie świetne dośrodkowanie Pirlo wykorzystał dobrze grający tego popołudnia Sebastian Giovinco, który mocnym strzałem pokonał bramkarza. Jeszcze przed końcem spotkania trzeciego gola strzelił Paul Pogba, który wykonał mały zwód i mocnym strzałem pokonał Pegolo. Juventus ostatecznie zdobył cenne trzy punkty na własnym obiekcie. Siena niestety zakończyła swoją dobrą passę w starciach z wyżej notowanymi zespołami.
Atalanta – Roma 2:3
Na zupełnie innym poziomie stał mecz pomiędzy Atalantą i Romą. Piłkarze urządzili kibicom świetne widowisko i już w pierwszej połowie padły cztery bramki, które dały wynik remisowy 2:2 i zwiastowały kolejne wielkie emocje w drugiej części.
Na prowadzenie niespodziewanie wyszła Atalanta. Gościom już nieraz zdarzały się takie kwiatki i tym razem nie było inaczej. Świetne spotkanie rozgrywał Marko Livaja, który był strzelcem pierwszej bramki dla gospodarzy w Bergamo. Bonaventura asystował mu po tym, jak świetnie przedarł się przez obronę Romy. Niestety, dramaturgia tego meczu była wielka. Atalanta nie nacieszyła się za długo prowadzeniem, gdyż wyrównał prawie natychmiast Marquinho pięknym uderzeniem z okolicy pola karnego.
Na Atleti Azzurri d’Italia Atalanta przeżywała skrajne emocje. Od prowadzenia, poprzez remis, kończąc na niekorzystnym wyniku. Katem Atalanty w 34. minucie został Miralem Pjanic. Wydawało się więc, że Roma odzyskała wigor i spokojnie będzie powiększać swoją przewagę. Jednak nic bardziej mylnego. Minutę przed końcem regulaminowego czasu gry znów dał o sobie znać Marko Livaja, który wyrównał, tym samym strzelając już swoją drugą bramkę tego dnia. Asystował mu po raz kolejny Bonaventura.











