Ekipa AS Roma po bardzo ekscytującym spotkaniu pokonała na swoim stadionie Novarę. Mimo że to goście pierwsi zdobyli gola, kolejne trafienia należały już do rzymian. Rozmiary porażki zmniejszył jeszcze w drugiej połowie Morimoto, ale to wszystko, na co było stać zespół z północy Włoch.
Nie zdążyliśmy jeszcze ochłonąć po wydarzeniach wczorajszej nocy, a Serie A już od południa raczy nas ciekawymi spotkaniami. O 12:30 na boisko wybiegli gracze Romy i Novary. Rzymianie to jeden z lepszych zespołów w lidze w meczach u siebie. Na Stadio Olimpico przegrali zaledwie trzy razy. Stracili jednak bardzo dużo goli, co mogło być promykiem nadziei dla przedostatniej drużyny ligi.

Goście z północy Włoch zaczęli pojedynek schowani za podwójna gardą, licząc na podobny końcowy rezultat do tego, który osiągnęli na San Siro. Przez pierwsze minuty udawało im się trzymać gospodarzy z dala od swojego pola karnego, ale w 7. minucie Roma zaatakowała groźniej. Po znakomitej centrze Marquinho przed bramkarzem Novary znalazł się Pablo Osvaldo, lecz minimalnie chybił. Jak się okazało, to był dopiero początek natarcia rzymian. Chwilę później znów po dośrodkowaniu Marquinho mogło być 1:0, lecz tym razem również ekipa Luisa Enrique była nieskuteczna. Pomylił się Bojan Krkić, któremu zabrakło nieco wzrostu, by celnie przymierzyć głową.
Goście z rzadka próbowali się odgryzać. Szybkie przejście do ataku – to właśnie tym zaskoczyli Inter, zamierzali znaleźć podobny sposób na Romę. Z tym że zespół ze stolicy nie pozwalał sobie na dekoncentrację z tyłu, grał bardzo mądrze i dojrzale. Do czasu, w 17. minucie bowiem Novara zaskoczyła. Po niezbyt groźnym dośrodkowaniu Andrea Caracciolo uderzył głową idealnie. Marten Stekelenburg wyciągnął się jak długi, ale piłki nie sięgnął. Na Stadio Olimpico zapanowała konsternacja. Roma rzuciła się od razu do odrabiania strat, ale trudno było jej się przebić przez dobrze zorganizowaną obronę gości. W ogóle nie było widać różnicy pomiędzy obiema drużynami, mimo że dzieli je wiele pozycji w tabeli. Wystarczył jeden moment zawahania, jeden przebłysk geniuszu Osvaldo i mieliśmy wyrównanie. Strzelcem po idealnej centrze napastnika z Argentyny okazał się Marquinho, któremu wystarczyło tylko dostawić głowę. Roma przejęła inicjatywę, co udokumentowała w 34. minucie. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Totti, a asystent przy pierwszym golu Osvaldo teraz sam wpisał się na listę strzelców. Dla Pablo był to dziesiąty gol, co uczyniło go najlepszym snajperem rzymian w tym sezonie. O jedno trafienie zdystansował nieobecnego dziś Fabio Boriniego.
Gospodarze poszli za ciosem. W 37. minucie ponownie błysnął Osvaldo, który świetnie odnalazł się w polu karnym, ale jego strzał był zbyt lekki. Nie minęło 60 sekund, a Argentyńczyk po raz kolejny był na ustach wszystkich. Tym razem po strzale głową zatrzymała go poprzeczka. W 44. minucie błąd popełnili sędziowie, gościom należał się bowiem rzut karny za ewidentny faul Kjaera. Spalonego również wówczas nie było, więc był to wręcz podwójny błąd. Dzięki temu do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie. Obie ekipy schodziły w różnych humorach do szatni. Co ciekawe, niezadowolony wydawał się też Luis Enrique, którego drużyna zbyt łatwo pozwalała dochodzić do pozycji strzeleckich Novarze. Hiszpan miał z pewnością dużo do powiedzenia swoim zawodnikom w przerwie.










