Bez niespodzianki obyło się w pierwszym starciu 28. kolejki Serie A. Broniące się przed spadkiem Lecce uległo Romie 1:2. Zwycięstwo „Giallorossich” okazało się możliwe dzięki bramkom Vucinicia i Pizarro.
Początek meczu nie zapowiadał dobrego widowiska. Obie drużyny grały bardzo zachowawczo. Dopiero po dziewięciu minutach gry oddany został pierwszy strzał na bramkę. Uderzał Olivera, ale na nieszczęście dla zgromadzonych na stadionie kibiców, chybił. To było na tyle, jeżeli chodzi o pierwszy kwadrans. Na odnotowanie zasługuje również kontuzja Casettiego, który szybko wrócił na boisko. Roma pierwsze groźne akcje była w stanie przeprowadzić dopiero w okolicach 23. minuty. Wtedy to niecelną próbą zanotował Vucinić. Dało to jednak początek serii ataków, z jakimi musiała zmagać się defensywa gospodarzy. Zaraz po tym pomylił się Casetti, druga szansa Czarnogórca okazała się niecelna, a na sam koniec spudłował Taddei.

„Gialorossi” w ciągu tych kilku minut zrobili więcej niż przez cały dotychczasowy okres gry. Usilnie pracowali na gola i go otrzymali. 120 sekund po upływie pół godziny piłka znalazła drogę do siatki. Tym, który ją w niej umieścił, okazał się Mirko Vucinić. Zaraz po nim próbował jeszcze Taddei, lecz i tym razem bez skutku. W odpowiedzi niecelną główką popisał się Giacomazzi. Mimo kilku prób oraz serii rzutów rożnych pod koniec tej części meczu, rezultat nie uległ zmianie.
Sporą aktywnością na początku drugiej połowy wykazał się Marco Boriello. Były napastnik Milanu w ciągu 240 sekund po wznowieniu gry miał trzy szanse na podwyższenie wyniku. Po strzale celnym i niecelnym został zablokowany. W rewanżu uderzeniem głową chybił Giacomazzi. Ta próba dała jego partnerem znak, że diabeł w cale nie jest taki straszny, jak go malują. Defensywa „Gialorossich” znalazła się w sporym niebezpieczeństwie, gdy ku bramce Doniego zaczęły sunąć kolejne akcje. W ciągu dziesięciu minut gry Lecce oddało pięć strzałów. Zaczął od chybionej próby Olivera. Następnie spudłowali Corvia i Giacomazzi. Ten pierwszy miał jeszcze dwie okazje do pokonania Doniego, lecz żadnej z nich nie wykorzystał.
Jednak, co się odwlecze, to nie uciecze. W 75. minucie brazylijski golkiper Romy w końcu skapitulował. Po raz kolejny główkował Giacomazzi i tym razem uderzył tak, że bramkarz rzymian musiał sięgnąć po piłkę do siatki. To podrażniło ambicję gości. Ci jak najszybciej chcieli strzelić gola, dającego im trzy punkty. Jednak Vucinić oraz De Rossi na 300 sekund przed końcem nie zdołali pokonać Rosatiego. Mało brakowało, by przyjezdni wrócili do stolicy z niczym, gdyż chybił Fabiano. Gdy wydawało się, że dojdzie do podziału punktów, arbiter odgwizdał rzut karny dla Romy. Odpowiedzialność na siebie wziął David Pizarro, wytrzymał presję i zmusił bramkarza rywali do kapitulacji. Chwilę później szansę na podwyższenie wyniku zmarnował Boriello, co specjalnie pewnie go nie zmartwiło. Roma wygrała to spotkanie 2:1 i nieco zbliżyła się do czołówki.











