Roma po bramce strzelonej już w trzeciej minucie przez Pablo Osvaldo pokonała Genoę. Dzięki temu cały czas liczy się w walce o Ligę Mistrzów.
W ostatnim meczu 28. kolejki włoskiej Serie A zmierzyły się drużyny Romy i Genui. Rzymianie, jak przystało na gospodarzy, od razu rzucili się na swoich rywali. Już w trzeciej minucie spotkania wynik spotkania otworzył Pablo Osvaldo, asystował Leandro Greco. Napastnik rodem z Argentyny chwilę później został po raz kolejny znakomicie obsłużony przez kolegę, tym razem Gago. Znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem gości, jednak fatalnie spudłował. Roma nie zwalniała tempa, przejęła kontrolę nad pojedynkiem. W końcu w tym sezonie, gdy prowadziła u siebie 1:0, nigdy jeszcze nie przegrała. Genoa w 31. minucie mogła pokusić się o zmianę tych niekorzystnych statystyk, lecz Palacio z pięciu metrów uderzył fatalnie. Dał szansę wykazania się Stekelenburgowi, Holender nie zawiódł swoich fanów i pewnie obronił strzał. Ta okazja pobudziła nieco do gry gości. Postanowili zająć się atakiem pozycyjnym. Na to tylko czekała Roma, wyprowadziła znakomitą kontrę, w ciągu kilkunastu sekund znalazła się na połowie rywala. Całą akcję zwieńczyło przepiękne uderzenie zza pola karnego de Rossiego, z którym poradził sobie jednak Frey.
Drużyna Luisa Enrique wyglądała dużo lepiej pod względem technicznym niż przyjezdni. Wymieniała podania z dużą swobodą na połowie rywala, widać było tu szkołę barcelońską. Z kolei goście stosowali proste środki: długi przerzut, wysoka piłka, dośrodkowania z boków boiska. I w 41. minucie mogło to przynieść pozytywny skutek, kiedy po błędzie obrońców piłkę w polu karnym przyjął sobie Gilardino. Włoch został w ostatniej chwili zablokowany przez ratującego skórę kolegom Jose Angela. Dosłownie chwilę później po podobnym zagraniu do okazji doszedł Palacio, jego strzał był jednak za lekki, by mógł zaskoczyć dobrze dysponowanego Stekelenburga. Tuż po tym jak Holender złapał futbolówkę, sędzia zakończył pierwszą połowę, której ostatnie momenty zapowiadały ciekawą drugą odsłonę.
Drugie 45 minut zaczęło się od szybkiego przejścia do ataku gości. Swoje szanse mieli Palacio i wprowadzony Janković. Lecz to Roma w odpowiedzi miała najlepszą okazję do podwyższenia wyniku, znowu w głównej roli był Osvaldo. Jego strzał zatrzymał po raz kolejny Frey. Były golkiper Fiorentiny dawał swoim kolegom z ataku możliwość, by wciąż być w grze w tym spotkaniu. Zadanie ułatwiali im też momentami popełniający dziecinne błędy obrońcy gości. Sporo ożywienia wprowadził też Janković, który zaczął drugą część meczu, zmieniając Rossiego. Gdyby jeszcze tylko napastnicy Genoi byli bardziej precyzyjni, to z pewnością Luis Enrique zrugałby w szatni bardziej swoich defensorów. A tak, pojedyncze błędy uchodziły im na sucho.
Trener Romy nie chciał czekać, aż goście zdobędą wyrównującego gola, więc postanowił coś zmienić. Wpuścił na boisko Bojana, a ten chwilę później mógł podwyższyć wynik. Świetnie zgasił długie zagranie od Gago, jednak strzał z kilku metrów pozostawiał już wiele do życzenia. Podobną sytuację co Krkić miał w 70. minucie Palacio. Równie dobrze przyjął sobie futbolówkę, popatrzył, jak ustawiony jest Stekelenburg, jednak trafił w poprzeczkę. Gościom cały czas brakowało więc postawienia kropki nad i.










