Menedżer Liverpoolu Brendan Rodgers oznajmił, iż nie ma mowy, aby ktokolwiek poza nim decydował w klubie o taktyce i rozstawieniu zawodników na murawie. Cała dyskusja jest pokłosiem plotek o tajemniczej klauzuli w kontrakcie Danny’ego Sturridge’a.

Gdy tylko otworzy się okienko transferowe w Europie, Liverpool oficjalnie potwierdzi pozyskanie napastnika Chelsea, Daniela Sturridge’a. Piłkarz przeszedł w niedzielę testy medyczne na Anfield, a po Internecie krążyły fotki zrobione przez przypadkowych kibiców z zawodnikiem w pociągu relacji Londyn – Liverpool, którym podróżował właśnie Danny.

Piłkarz jest już dogadany z włodarzami „The Reds” i ustalił warunki indywidualnego kontraktu, krążą jednak spekulacje, że w umowie znalazła się pewna tajemnicza klauzula. Chodzi mianowicie o pozycję Sturridge’a na boisku. Wieść niesie, iż w kontrakcie zawodnika jest punkt mówiący o tym, iż Sturridge może grać wyłącznie w ataku, a nigdy na skrzydle, co zdarzało się notorycznie w barwach „The Blues”. Takie dywagacje rozsierdziły bossa Liverpoolu:
– Możecie sobie pisać i mówić takie rzeczy, ale nikt nie przyjdzie do Liverpoolu i nie będzie mówił, gdzie chce grać, to pewne.
Wyraźnie podrażniony Rodgers starał się chłodzić nastroje, spytany o jakieś inne szczegóły transferu:
– Nic nie jest przesądzone, dopóki nie potwierdzimy transferu na początku stycznia. Gdy tylko to zrobimy, możemy o tym porozmawiać. Teraz nie ma to najmniejszego sensu. Zawsze załatwiamy nasze sprawy po cichu, dyskretnie. Jednak prasa robi swoje i zawsze pewne rzeczy będą pisane, mówione, choć niemające związku z rzeczywistością.
Irlandzki menedżer „The Reds” uchylił za to rąbka tajemnicy, jeśli chodzi o liczbę potencjalnych styczniowych transferów:
– Nie będziemy szaleć na rynku transferowym, ale na pewno dodamy jednego lub dwóch graczy do naszego składu. To zrobi różnicę i jeśli się uda, będziemy mieć dobrą drugą połowę sezonu.











