Boss Liverpoolu, Brendan Rodgers, nie żałuje, że latem zostawił Swansea i przeprowadził się na Anfield. Irlandzki menedżer z nadzieją patrzy w przyszłość i myśli o odbudowaniu potęgi „The Reds”. Na jego drodze staje dziś Alan Pardew.
Liverpool zajmuje marne 13. miejsce w tabeli, nijak nieodzwierciedlające mistrzowskich aspiracji kibiców z Anfield Road. Rodgers nawołuje do cierpliwości. W jego mniemaniu musi trochę poboleć, aby później była długoterminowa korzyść.

– Z cała pewnością nie mam żadnych wątpliwości, że przyjście tutaj było dobrym pomysłem. Zawsze chciałem pracować w wielkim klubie. Mam kontrakt na trzy lata, ale plan budowy nowej potęgi wykracza poza ten czas. Mam nadzieję, że będę tu wtedy. Nie da się naprawić wszystkiego szybko. Musimy utrzymywać finansowy balans i to właśnie robimy. Będzie po drodze bolało, ale tak musi być, taka jest kolej rzeczy.
Liverpool podejmuje dziś Newcastle. Boss „Srok”, Alan Pardew, chwali swojego oponenta.
– Musicie pamiętać, że Rodgers to ktoś, kto wniósł świetny styl grania w piłkę i wiarę w to, co się robi. Trzeba dać mu tylko odpowiednie narzędzia. Mam wrażenie, że tak się nie stało podczas ostatniego okienka transferowego i dlatego ma teraz tyle trudności. Być może „The Reds” dotrwają do następnego okienka i będą liczyć się w stawce, tego przecież chcą – być wielkim klubem.
Menedżer Newcastle widzi jednak szansę dla swojego zespołu, aby wygrać na Anfield po raz pierwszy od 18 lat.
– To trudny okres dla naszych przeciwników, kształtuje się dopiero ich styl gry, ewoluują i narażeni są na różne zagrożenia.











