Reprezentacja Niemiec jest w przebudowie, a po turnieju czeka ją zmiana trenera. Jeśli spojrzymy na obsadę drugiej linii, tylko najwięksi optymiści mogliby licząc na regularną grę Robina Gosensa. Tego samego Gosensa, który jeszcze rok temu mógł marzyć o powołaniu. W teorii zawodnik o niemiecko-holenderskich korzeniach powinien walczyć o miejsce w składzie z Christianem Günterem czy Marcelem Halstenbergiem. W praktyce nie zostawił im żadnych szans. Czy już możemy powiedzieć, że Robin Gosens jest odkryciem fazy grupowej mistrzostw Europy?
Zawodnik meczu w starciu z Portugalią, najlepszy sezon w jego karierze i dość sensacyjny lider reprezentacji Niemiec. Trudno uwierzyć, ale na Robina Gosensa trzeba było długo czekać. Zadebiutował w zawodowej piłce w wieku 20 lat, czyli stosunkowo późno. Jednak teraz jest bardzo ważnym ogniwem zarówno w kadrze Joachima Löwa, jak i w barwach Atalanty.
Tułaczka po klubach niekoniecznie sportowych
Obecny wahadłowy reprezentacji Niemiec urodził się w Emmerich am Rhein, tuż przy granicy niemiecko-holenderskiej. Wyjaśnia to jego pochodzenie, ponieważ jego ojciec jest Holendrem, a matka Niemką. Robin swoją przygodę z piłką rozpoczął w grupach młodzieżowych Fortuny Elten i FC Bocholt, a jako nastolatek grał w V-ligowym VfL Rhede. Jak przyznawał w wywiadzie dla niemieckiego 11Freunde, liczyły się wtedy tylko dyskoteki i mecze w przerwach od imprez. W międzyczasie oblał testy w drużynie Borussii Dortmund U-19.
Dość luźny styl życia nie przeszkodził mu w rozgrywaniu meczów, mało tego, wyróżniał się na tle innych zawodników. Do tego stopnia, że dostał zaproszenie na testy do Viteese Arnhem. Ze swojego rodzinnego Emmerich miał tam tylko 40 kilometrów drogi, więc czemu nie. Porzucił pomysł matki, która naciskała na Gosensa, żeby ten skończył szkołę i złożył podanie do szkoły policyjnej. Mało brakowało, a z rozmów z holenderskim klubem nic by nie wyszło. Zawodnik musiał zachować czujność, podczas rozmowy ze skautem Vitesse ręką zasłaniał usta, żeby działacz nie wyczuł alkoholu. Mimo sporej liczby imprez Robin zadbał o swoją przyszłość. Skończył maturę, choć jak sam przyznał, uczył się w samochodzie, stojąc w korkach.
Kuźnia Petera Bosza
Holenderski trener w latach 2010-2013 pracował w Vitesse, właśnie on zaprosił Gosensa na obóz przygotowawczy do Abu Dhabi. Wtedy Robin występował w drużynie U-23, grał przede wszystkim na pozycji defensywnego pomocnika. Jednak Bosz zauważył, że u piłkarza można wykorzystać jego wytrzymałość, siłę i szybkość biegu. Dlatego zdecydowano o przesunięciu niemieckiego zawodnika na lewą obronę.
Gosens nie zdołał zadebiutować w pierwszym składzie Vitesse, jednak rozwinął się na tyle, że zgłosił się po tym FC Dordrecht z drugiej ligi holenderskiej. Ostatecznie spędził tam 1,5 sezonu i został ogłoszony najlepszym transferem w kampanii 2013/2014. W 16 meczach strzelił gola i zaliczył dwie asysty, jednak co ważne, z Robinem Gosensem w składzie Dordrecht wywalczył awans do Eredivisie. To był jego debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mógł pochwalić się dwoma bramkami i ominął tylko trzy spotkania. Choć klub nie zdołał utrzymać się w Eredivisie, Gosens zapracował na transfer.











