Republika Zielonego Przylądka dopiero po raz trzeci gra w Pucharze Narodów Afryki. W 2013 roku w roli debiutanta sprawiła niespodziankę i awansowała do ćwierćfinału. W obecnej edycji dokonała drugiego historycznego awansu, a teraz stoi przed szansą na powtórzenie wyniku sprzed prawie dziesięciu lat. Kluczowa w tym będzie rola obrońców, a wśród nich błyszczy Roberto „Pico” Lopes. Facet, który trochę szczęśliwie trafił do kadry „Niebieskich Rekinów”, a teraz spełnia dziecięce marzenia.Republika Zielonego Przylądka to państwo położone na archipelagu wysp oddalonych 450 km od zachodniej części Afryki. Liczy ona sobie ok. 500 tys. mieszkańców, ale wielu obywateli mieszka poza swoją ojczyzną. Są to skutki bycia dawną kolonią portugalską i późniejszych emigracji, więc dzisiaj wielu piłkarzy reprezentujących „Niebieskie Rekiny” urodziło się poza miejscem pochodzenia. Jednym z takich zawodników jest Roberto Lopes, który błyszczy w trwającym Pucharze Narodów Afryki 2021.
Roberto Lopes bohaterem „Niebieskich Rekinów”
Republika Zielonego Przylądka zaczęła dobrze swój start w PNA 2021 od wygranej z Etiopią 1:0. Nie było to bardzo przekonujące zwycięstwo, ale trzy punkty wpadły na konto. Następnie zmierzyła się z Burkina Faso i tym razem to reprezentanci Republiki Zielonego Przylądka ulegli 0:1 i stanęli w ostatniej kolejce przed bardzo trudnym zadaniem. Zatrzymać rozpędzonych gospodarzy, którzy z dużym impetem weszli w mistrzostwa Czarnego Lądu. Większość ekspertów spodziewała się przekonującego zwycięstwa Kamerunu, a zobaczyliśmy wielki spektakl i heroiczną grę obronną „Niebieskich Rekinów”. Wśród nich prym wiódł Roberto Lopes.
29-latek w PNA dopiero staje się kluczową postacią, a przed jego startem nie miał jeszcze rozegranych nawet dziesięciu meczów dla „Niebieskich Rekinów”. Jednak twardość, zadziorność i niezłe wyprowadzenie piłki to coś, czego selekcjoner potrzebował. Dlatego właśnie Pico – jak go nazwał ojciec – jest pierwszym wyborem na środkowego obrońcę w formacji z trójką stoperów. W pierwszych dwóch meczach aż tak nie wyróżniał się ponad kolegów bardziej doświadczonych na arenie międzynarodowej. Dopiero przyszedł jego czas w meczu z Kamerunem.











